Wspomnienia dnia katastrofy smoleńskiej

10.04.2010. Wspomnienia dramatycznego poranka
 
Jerzy Borowczak, poseł PO

Mam taki zwyczaj, że zasypiam i budzę się przed telewizorem. Obudziłem się więc tego sobotniego przedpołudnia i odruchowo nacisnąłem na pilocie piątkę, bo mam tam zakodowane TVN 24. Będąc jeszcze w półśnie przysłuchiwałem się rozmowie w studiu. Nagle na żółtym pasku pojawiła się informacja, że prezydencki samolot awaryjnie lądował w Smoleńsku. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia i przekręciłem się na drugi bok. Potem jednak z minuty na minutę podawane były coraz nowsze informacje – że JAK 40 z dziennikarzami na pokładzie się rozbił, potem – że jednak chodzi o prezydencki samolot i że są ofiary.

Wtedy się przebudziłem na dobre i zacząłem intensywnie myśleć, kto z moich znajomych mógł lecieć z prezydentem do Katynia. Pomyślałem od razu o Maćku Płażyńskim, który był prezesem Wspólnoty Polskiej i z racji funkcji musiał tam być. Łapałem się za głowę, gdy docierały coraz nowsze informacje o ofiarach. Myślałem: „Na Boga! Jak to możliwe, że rozbił się prezydencki samolot!” Latałem wiele razy z Lechem Wałęsą i Aleksandrem Kwaśniewskim i wiem jakie obowiązują szczegółowe procedury przy takich wizytach. Potem przypomniały mi się słowa Leszka Millera sprzed lat, gdy jemu przytrafił się wypadek z helikopterem. Powiedział wtedy, że jak nie wymienimy naszej floty powietrznej, to spotkamy się w kondukcie żałobnym. Dopiero potem zrozumiałem, że przyczyną katastrofy nie była awaria maszyny.

Oglądałem cały czas jak zahipnotyzowany TVN 24, to było jak przypiekanie ogniem. Autentycznie wpadłem w panikę, głowa mi pękała, skoczyło ciśnienie, nie mogłem powstrzymać łez. A tu dzwonią dziennikarze z różnych mediów. Byłem w takim stanie, że nie mogłem z nimi rozmawiać, słowa po prostu nie przechodziły mi przez gardło. Uspokoiłem się dopiero po kilku godzinach. Przypominałem sobie tych wszystkich znajomych, którzy zginęli. Z Maćkiem Płażyńskim rozmawiałem dzień wcześniej o wsparciu dla dzieci z Litwy. Umówiliśmy się, że wrócimy do sprawy po niedzieli. Nie mogłem uwierzyć, że on właśnie zginął. Cały dzień tak spędziłem przed TVN 24, płacząc, wspominając i odbierając telefony od znajomych i dziennikarzy, którym nic nie byłem w stanie powiedzieć.

Więcej… http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,9396641,10_04_2010__Wspomnienia_dramatycznego_poranka.html?as=2&startsz=x#ixzz1J30mWPTm