Może już niedługo, znowu pójdziemy z Lechem Wałęsą na pucharowy mecz Lechii z jakimś europejskim mocarzem?

 

Między ligą, a brzegiem pucharów

Jeszcze nie wszystko stracone. Niestety, pierwszy mecz półfinału Pucharu Polski zakończył się zwycięstwem Legii Warszawa. Ale głowy do góry! Biało-zieloni potrafili wygrać mecz ligowy w stolicy 3:0, więc dlaczego ma się nie udać i tym razem? Choć z drugiej strony, w rewanżu, lechiści muszą zagrać zdecydowanie lepiej niż dzisiaj, bo o tym meczu nic dobrego nie da się powiedzieć. Po prostu piłkarska „padlina”… Cóż, szykowaliśmy się na piłkarskie święto i spotkał nas spory zawód.

Jako prawdziwy kibic wierzę jednak, że europejskie puchary wrócą do Gdąńska. Jeden z najpiękniejszych stadionów w Europie, na którym już niedługo Lechia będzie rozgrywać swoje mecze, bez wątpienia na to zasługuje. Jak już jesteśmy przy PGE Arenie, to ogarnął mnie spory niepokój. Lechia gra dobrze. Ba! Tak dobrze grających biało-zielonych, będących w ścisłym czubie ekstraklasy jeszcze nie mieliśmy! Tymczasem na trybunach, podczas arcyważnego meczu zasiadło może 7 tysięcy ludzi. Taka frekwencja na nowym stadionie będzie oznaczać mecz przy pustych trybunach i spore finansowe straty. Oby tak się jednak nie stało.

Rozmarzyłem się o tych pucharach, bo są, jak nigdy, na wyciągnięcie ręki. W rewanżu starty można odrobić, a i w lidze Lechia spisuje się bardzo dobrze. Pamiętam niesamowity sukces biało-zielonych w 1983 roku. Puchar Polski i słynny mecz z Juventusem. Byłem na tym meczu z Lechem Wałęsą. Nie zapomnę tej atmosfery i zapchanego do granic możliwości stadionu na Traugutta. Nie wiem, ilu kibiców się zmieściło, ale grubo powyżej przewidzianej pojemności. Cóż, chciałbym przeżyć to raz jeszcze. Może już niedługo, znowu pójdziemy z Lechem Wałęsą na pucharowy mecz Lechii z jakimś europejskim mocarzem? Wszystko jest na dobrej drodze.