Łatwo jest ryzykować życiem polskiego żołnierza, gdy arabski piasek zna się jedynie z plaż Hurghady, czy Sharm El-Sheikh.

JAK FOTYGA NA WOJNĘ JECHAŁA

 

Donald Tusk podjął właściwą decyzję, nie wysyłając polskich wojsk do Libii. Ostatni sondaż Homo Homini pokazał, że 82% ankietowanych popiera decyzję naszego premiera. Za udziałem w operacji militarnej w Libii jest jedynie 9% badanych.

Z głębokiego snu obudziła się dawno nie oglądana pani Anna Fotyga i oświadczyła z wielkim oburzeniem, iż polski rząd popełnił błąd, bo nasza obecność w tym kraju jest niezbędna. Rzekomo w imię wartości, o które walczył, podobno, Lech Kaczyński. Cóż, rzeczywiście można czuć się głęboko poranionym, czytając takie brednie byłej szefowej MSZ. Tylko o jakich wartościach Fotyga bredzi? O tych, które pozwalały możnym tego świata podejmować Kadafiego, jak męża stanu? O tych, które pozwalały robić kokosowe interesy z libijskim satrapą? O tych, które pozwoliły wybaczyć „Muchomorowi” terroryzm i śmierć niewinnych ludzi w Lockerbie?

Libia to nie nasz problem. Nic nie zyskamy biorąc udział w tym konflikcie, tak, jak nic nie zyskaliśmy w Iraku. O tym pani Fatyga powinna wiedzieć najlepiej, jak wypiął się na nas nasz największy sojusznik. W krajach arabskich, w przeciwieństwie do Włochów, Francuzów, czy Amerykanów nie mamy tam interesów. Stracić za to możemy wiele. Nie tylko położyć na szali życie naszych żołnierzy, ale wydać kolejne, niepotrzebne miliony polskiego podatnika. Co więcej, występując przeciwko Kadafiemu, ściągamy na siebie potencjalne zagrożenie terrorystyczne!

Łatwo jest ryzykować życiem polskiego żołnierza. Łatwo podjąć decyzję o udziale w jakiejś misji. Szczególnie łatwo, gdy arabski piasek zna się jedynie z plaż Hurghady, czy Sharm El-Sheikh. Ja miałem okazję, jako młody żołnierz uczestniczyć w misji stabilizacyjnej w Egipcie po wojnie arabsko-izraelskiej. Wiem, co czują rodziny pozostawione w kraju. Wiem, co czuje obcy żołnierz w takim kraju. Pamiętam ten strach o własne życie. Obawę, czy nic złego nam się nie stanie, gdy Egipcjanie otwarcie wyrażali do nas swoją nienawiść. Uważali, że sprawy arabskie załatwia się „w rodzinie”. My dla nich byliśmy tylko okupantem.

Pochodzę w Białogardu, gdzie stacjonowały wojska radzieckie. Pamiętam nienawiść, jaką wszyscy dookoła żywili do krasnoarmistów i zdziwienie sowietów, którzy uważali nas za niewdzięczników, bo oni przyjechali bronić nas przed Niemcami. Dla nas byli tylko okupantami. Podobnie, jak my w Egipcie. Jestem ciekawy, czy pani Fotyga traktowała wojska radzieckie, jak obrońców przed zachodnimi najeźdźcami? Może warto by o tym pamiętała, jak znowu będzie chciała wysyłać polskich żołnierzy w świat. Cieszę się, że jednak rządzi PO, dla której największą wartością jest Polska i Polacy, a nie dla przykładu Libia, czy USA.