DOTKNĄŁEM HISTORII

14 sierpnia 2016 r. mija 36 lat od dnia gdy rozpoczął się ostatni etap marszu do wolności i niepodległości. Rozpoczęliśmy wówczas strajk w Stoczni Gdańskiej. Warto wspomnieć jak do tego doszło, gdyż narosło wiele fałszywych mitów. Byłem jednym z pięciu osób, które ten strajk zaplanowały i zorganizowały.

Przygotowania mogą się wydać prozaiczne, ale były pochodną wieloletniego zdeterminowanego ideowego zaangażowania całego gdańskiego środowiska opozycyjnego, szczególnie Wolnych Związków Zawodowych i Ruchu Młodej Polski. Działalność KOR i innych formacji opozycyjnych tworzyła fundament ideowo intelektualny pod to frontalne zderzenie z system totalitarnego komunizmu.

7 sierpnia 1980 r. sporą grupą spotkaliśmy się w mieszkaniu Ewy i Piotra Dyków w Gdańsku z okazji wyjścia z więzienia Dariusza Kobzdeja i Tadeusza Szczudłowskiego, którzy skazani zostali na 3 miesiące więzienia przez gdański sąd za udział w obchodach rocznicy Konstytucji 3 Maja. Było nas na tej manifestacji 3 maja wielu, ale Darek i Tadeusz przemawiali i dlatego padło na nich. Była oczywiście na tym spotkaniu, które miało raczej charakter towarzyski, Ania Walentynowicz, Lech Wałęsa i kilkanaście, chyba około 30 osób z gdańskiego środowiska opozycyjnego. W trakcie spotkania Ania Walentynowicz poinformowała nas, że została zwolniona dyscyplinarnie ze Stoczni. Lech Wałęsa pozostawał bez pracy już od 1977 roku, zwolniony ze Stoczni jako niebezpieczny wichrzyciel antysocjalistyczny. Wszyscy zapewniali Anię, że nie pozostawimy jej samej, będziemy protestować, ale bez konkretów.

Bogdan Borusewicz, uczestnik tego spotkania i jedna z najważniejszych postaci, nie tylko gdańskiego środowiska opozycji antykomunistycznej, już w trakcie spotkania, dyskretnie poprosił mnie, Ludwiga Prądzyńskiego, Bogdana Felskiego i oczywiście Lecha Wałęsę, na dwór i powiedział wprost, że zwolnienie Ani nie możemy pozostawić bez odpowiedzi, skoro macierzysty wydział Walentynowicz nie zareagował żadnym protestem. Ustaliliśmy ogólnie, że w najbliższych dniach ustalimy jakie działania podejmiemy.

Następnego dnia przyjechał do mnie Bogdan Borusewicz i nie wchodząc nawet do mieszkania, wywołał mnie z podwórka, abym wyszedł. Udaliśmy w kierunku lasku, usiedliśmy na miedzy i zaczęliśmy rozmawiać co trzeba zrobić. Ustaliliśmy przede wszystkim, że nie wciągamy w plany nikogo więcej poza tymi z którymi rozmawialiśmy wczoraj. Ustaliliśmy z Bogdanem, że będzie to strajk w Stoczni. Następne spotkania odbywaliśmy już w czwórkę, z Bogdanem Felskim i Ludwigiem Prądzyńskim i o wszystkim informowaliśmy szczegółowo Lecha Wałęsę. Nie ciągaliśmy na te spotkania Lecha, gdyż wiedzieliśmy, że jego żona spodziewa się rozwiązania. Zbudowaliśmy cały scenariusz, przydzieliliśmy zadania każdemu z nas i ustaliliśmy, że liderem strajku będzie Lech Wałęsa. Lech Wałęsa niejednokrotnie podczas wystąpień publicznych organizowanych przez opozycję antykomunistyczną, porywał swoimi wystąpieniami i był naturalnym kandydatem na przywódcę. Poza tym jego wieloletnie doświadczenie opozycyjne było decydującym czynnikiem, że to jemu powierzyliśmy rolę przywódcy strajku.

Ustaliliśmy pierwotnie datę rozpoczęcia strajku na 13 sierpnia, ale Wałęsa powiedział, że 13-go mu nie odpowiada, bo musi iść do USC zgłosić narodziny córki Ani, ale 14-go już jest do dyspozycji. Stanęło więc na 14 sierpnia. Do postulatu z żądaniem przywrócenia natychmiast do pracy Ani Walentynowicz, dodaliśmy postulaty socjalne, w tym podwyżki płacy o tysiąc złotych i dodatek drożyźniany. Wydrukowaliśmy ulotki z tymi postulatami. Ustaliliśmy, że ja z Ludwigiem Prądzyńskim i Bogdanem Felskim, rozpoczniemy strajk na naszych wydziałach. Lech Wałęsa, najpilniej strzeżony przez SB miał za zadanie, nie dać się aresztować i dotrzeć do Stoczni, aby objąć przywództwo nad strajkiem. Bogdan Borusewicz czuwał merytorycznie nad całością przygotowań. Był głównym strategiem i mózgiem tych przygotowań. Myśmy byli młodzi, ja miałem 21 lat, to Bogdan Borusewicz był dla nas autorytetem i zaprawionym w boju opozycjonistą, członkiem KOR. Bogdan opracował między innymi treść ulotek i czuwał nad ich potajemnym drukiem. Mieliśmy przyjść na 5:00 rano do Stoczni. Ulotki dostarczyliśmy na teren Stoczni dzień wcześniej, aby nie ryzykować dekonspiracji w ostatniej chwili, ewentualną wpadką, naszych planów. Ja wstawiłem się na mój wydział K5 punktualnie o 5:00. Ludwig Prądzyński i Bogdan Felski również dotarli na swoje wydziały. Ludwig odebrał ode mnie ulotki około 5:30 i pobiegł z nimi na swój wydział oddalony o około 2 km. Zdecydowaliśmy w naszym scenariuszu rozpocząć strajk w szatni rano, aby Łabędzki, członek KC PZPR wraz z majstrami nie zdusili strajku na wydziale, apelami i zastraszaniem ludzi. Wezwałem robotników do strajku rozdając ulotki i wyjścia na zewnątrz hali. Około 5:45 i wysłałem łącznika Zygmunta Rakowskiego, który popędził na wydział K3 na rowerze z wiadomością do Prądzyńskiego i Felskiego, że rozpoczęliśmy strajk. Co ciekawe, Zyga był wydziałowym przewodniczącym ZSMP, ale był nasz. Wyszliśmy na drogę wewnątrz stoczniową i rozpoczęliśmy marsz około 120 osobową grupą, wznosząc okrzyki „chodźcie z nami, strajk”, w kierunku wydziału K3. W tym czasie Ludwig Prądzyński i Bogdan Felski zrobili na swoim wydziale K3 co do nich należało, czyli rozpoczęli strajk, podobnie jak ja.

Reszta potoczyła się już spontanicznie i więcej było w tym improwizacji, niż trzymania się kurczowo scenariusza opracowanego przez naszą „piątkę spiskowców”. Powołaliśmy wpierw Komitet Strajkowy. Lech Wałęsa, dzięki swojemu wrodzonemu sprytowi dotarł w końcu bezpiecznie do Stoczni około 10:00 i wpisałem go na listę Komitetu Strajkowego pod pozycją nr 21, ale i tak było oczywiste, że jest numerem jeden. Lech Wałęsa musiał w sprytny sposób wymknąć się stałej obstawie SB-eckiej stacjonującej pod jego blokiem. Do Stoczni nie mógł wejść przez bramę przyczyn oczywistych, gdyż nie posiadał przepustki od kilku lat i dlatego pozostało mu tylko przeskoczenie muru. Wszyscy Ci, którzy podważają dzisiaj te fakty, nie tylko fałszują historię, ale szerzą podłe insynuacje, jakoby Wałęsę do Stoczni przywiozły służby motorówką.

Dalsza historia strajku sierpniowego jest powszechniej znana i poświęcono jej wiele publikacji, zresztą powyższemu mojemu opisowi również. Najobszerniejsze archiwum tych wydarzeń znajduje się w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Ten opis traktuję jako moje osobiste wspomnienie, mojego „romansu” z historią, którą miałem możliwość „dotknąć” i w pewnym sensie współtworzyć. Celem było marzenie, często nieartykułowane głośno, wolna i demokratyczna Polska. W ówczesnej sytuacji geopolitycznej nie widzieliśmy realnych szans na to, ale dożyliśmy, ziściło się to marzenie. Wówczas nikt nie śmiał nawet marzyć, że staniemy się trwałą częścią świata zachodniego, w tym NATO i UE. Ale dożyliśmy też czasów, niestety, gdy ta demokracja jest niszczona i to jest powodem mojego wielkiego dramatu. Daliśmy z siebie wiele, udało się poderwać miliony rodaków w ruch „Solidarności”, który był główną zdobyczą tego strajku i strajków jak Polska długa i szeroka. W 1989 roku zwyciężyliśmy, przez 25 lat mozolnie budowaliśmy sukces Polski, jej rozwój i stopniowy dobrobyt Polaków, co jest faktem nie do podważenia. Dzisiaj ten dorobek jest niszczony, trwoniony jest cały autorytet naszej Ojczyzny na arenie międzynarodowej. Smutna to, ale i dramatyczna refleksja w 36 lat po tych historycznych wydarzeniach.