EXPOSE

Zastanawiałem się, czy jest sens odnoszenia się do wystąpienia premier Beaty Szydło i uznałem, że nie, gdyż to co oznajmiła w swoim inauguracyjnym wystąpieniu, na stanowisku premiera, znamy z jej wielokrotnych wystąpień w kampanii wyborczej. Całe wystąpienie premier Beaty Szydło było wierną kopią kampanijnego populizmu sprzed kilku tygodni. O wiele istotniejsze było prawdziwe expose, wygłoszone przez Jarosława Kaczyńskiego, ale do tego odniosę się w następnych felietonach, a pisać trzeba będzie częściej, bo tempo zawłaszczania państwa i jego instytucji jest iście stachanowskie.

Lepiej się skupić na istocie kosztów tych obietnic, jeżeli miałyby być zrealizowane, a są one nie małe, bo około 52 miliardów złotych rocznie. Jeżeli ktoś sobie wyobraża, że te pieniądze zostaną wydrenowane z opodatkowania banków i supermarketów to się myli. Mój bank, w którym mam rachunek od 10 lat, podobnie jak inne banki, zachowują się przezornie i już w tym tygodniu otrzymałem informację, że korzystając z karty bankomatowej przy wypłacie gotówki, co było do tej pory zwolnione z opłaty, od 29 stycznia będę zobowiązany do uiszczenia opłaty w wysokości 2,50 zł za drugą i każdą następną transakcję wypłaty, w bankomatach innych niż mój bank i poza siecią bankomatów do których należy mój bank. Ale rozumiem, że są to pierwsze „koty za płoty” i że my obywatele, otrzymamy więcej takich komunikatów z banków, a będą te komunikaty uzależnione od wysokości i skali haraczu jaki zostanie na nie dodatkowo nałożony przez rząd PiS. Godzi się przypomnieć, że banki, niezależnie od podatku CIT płacą jeszcze dodatkowy podatek do funduszu rezerwy bankowej, z którego ostatnio zasilony został SKOK, wspierany politycznie od zawsze przez PiS, sumą 3 miliardów złotych, aby ratować pieniądze obywateli mających lokaty w tym SKOK-u, gdyż większość pieniędzy w tym SKOK_u zdefraudowano. Musimy zrozumieć, że banki to nie jakieś mityczne nieograniczone zasoby finansowe zesłane z  kosmosu z których można czerpać do woli, ale to są nasze pieniądze i pieniądze akcjonariuszy, czyli właścicieli, na których składają się fundusze emerytalne, fundusze inwestycyjne, w których oszczędności posiadają setki tysięcy, albo miliony współobywateli, drobnych ciułaczy. To są właśnie banki.

Podobnie będzie z opodatkowaniem supermarketów. Tyle tylko, że w supermarketach nie będzie komunikatów przesyłanych na nasze rachunki bankowe, że cena twarożku wzrosła o 5 groszy, a mleka o 10 groszy lub chleba też o 10 groszy. Tego nie zauważymy, bo ceny są ruchome do czego jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni. Ja i moja rodzina, przy mojej poselskiej pensji też nie odczujemy tych podwyżek cen w supermarketach. Bądźmy uczciwi i podkreślmy, że te supermarkety to są biznesy, których margines zysków to jeden do dwóch procent, a nie jakieś eldorado. Na tym rynku jest szczególnie duża konkurencja, której my klienci jesteśmy beneficjentami. Dlatego dodatkowe, zapowiadane przez PiS, opodatkowanie supermarketów będzie nieuchronnie przeniesione na klienta. Odczują te podwyżki renciści i emeryci, albo obywatele, którzy żyją z bardzo skromnych pensji. Bo te 5 – 10 groszowe podwyżki, zostaną nałożone na znaczną część towarów i na dostawców i po zsumowaniu, okaże się, że miesięcznie jest to około 15 – 20 złotych, a taką kwotę ubogi emeryt odczuje.

Na tym polega istota tego wielkiego oszustwa wyborczego PiS. Oczywiście to zaledwie maleńki fragmencik, ale lepiej się skupić na małym wycinku, bo będzie łatwiej zrozumieć i pojąć na czym ten przekręt, albo jak kto woli, korupcja wyborcza, polegała. Demaskowałem to oszustwo przed wyborami, ale rozumiem, że mechanizm kłamstwa PiS powtarzanego po stokroć był  mocniejszy w odbiorze i większość wyborców uległa zbiorowej halucynacji.