Rocznica

Zbliża się 34 rocznica podpisania porozumień sierpniowych w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Wiemy, że będzie obchodzona bardzo uroczyście, swój udział zapowiedział prezydent Rzeczpospolitej Bronisław Komorowski. Myślę, że nie zabraknie też premiera Donalda Tuska.

 

Wielkim wydarzeniem będzie otwarcie wystawy stałej w budynku Europejskiego Centrum Solidarności. Często wracam myślami do 14 sierpnia, dnia rozpoczęcia przeze mnie strajku o godzinie 5:40 na wydziale K-5 w obronie zwolnionej z pracy działaczki Wolnych Związków Zawodowych Anny  Walentynowicz. Przypomnę, że Annę Walentynowicz zwolniono dyscyplinarnie z pracy 7 sierpnia 1980 roku, 5 miesięcy przed emeryturą. Było dla nas wielkim zaskoczeniem, że koledzy z wydziału W-2, gdzie pracowała pani Ania, nie stanęli w jej obronie. Dlatego też, jako działacze WZZ podjęliśmy decyzje o przygotowaniach do strajku. W przygotowaniach do strajku uczestniczyło pięciu działaczy WZZ: Lech Wałęsa, Bogdan Borusewicz, Bogdan Felski, Ludwik Prądzyński i Jerzy Borowczak. Ze względu na bezpieczeństwo i powodzenie naszych przygotowań nie informowaliśmy naszych kolegów z WZZ o trwających przygotowaniach do strajku.

 

Przygotowaliśmy kilka tysięcy ulotek zawierających biografie Anny Walentynowicz. Był to swego rodzaju apel do koleżanek i kolegów stoczniowców, natomiast na plakatach przygotowanych przez studenta Petryckiego umieściliśmy 3 postulaty: Przywrócenie Anny Walentynowicz do pracy, podwyżka 1000 złoty oraz dodatek drożyźniany. Przy opracowywaniu scenariusza strajku najwięcej czasu poświeciliśmy dyskusjom, które dotyczyły działań jakie należy podjąć aby zatrzymać strajkujących na terenie stoczni i nie dopuścić do wyjścia na miasto, bowiem świeżo mieliśmy jeszcze w pamięci tragedię z roku 1970. Po długich dyskusjach ustaliliśmy, że najlepszym argumentem, aby pozostać w stoczni będzie przypomnienie o tej tragedii, uczczenie minutą ciszy poległych stoczniowców oraz odśpiewanie polskiego hymnu.

Okazało się to skuteczne i ci stoczniowcy żądający wyjścia pod komitet PZPR musieli odpuścić. Miałem wtedy 22 lata. Dowodziłem tym strajkiem do godziny 10:30, kiedy to przyszedł Lech Wałęsa i z przyjemnością przekazałem mu dowództwo strajku.