„TKM”

Słuchając częstych wystąpień „programowych” polityków PiS z prezesem Kaczyńskim na czele, przypomina się bardzo celne określenie samego Kaczyńskiego w odniesieniu do programu AWS w 1997 roku, z którego narodził się PiS, kiedy to Prezes nazwał zbiór pobożnych życzeń tego ugrupowania, „teraz ku…a my”, czyli w skrócie „TKM”. Tak też można niestety spuentować tzw. program PiS. Wówczas, w 1997 roku AWS miał za koalicjanta zdroworozsądkową UW z Leszkiem Balcerowiczem na czele, co i tak nie uchroniło przed radosną twórczością legislacyjną AWS do spółki z opozycyjnym SLD, który głosował na zasadzie „im gorzej tym lepiej”, co zaowocowało słynną „dziurą budżetową Bauca”.

Ale przyjrzyjmy się bliżej co też za tym słowotokiem Prezesa i spółki się kryje. Jeżeli rządząca koalicja dokonała koniecznego podwyższenia wieku emerytalnego, to PIS ogłasza, że obniży progi emerytalne, pomimo, że cały świat czyni coś odwrotnego. PiS nie uznaje faktów, że życie ludzkie wydłuża się, a Polskę trapi niż demograficzny, na co PiS znalazł nowe określenie „gwałtowna depopulacja” i absolutnie wszystkie wyliczenia wskazują, że jeżeli nic się nadzwyczajnego nie wydarzy, to i tak trzeba będzie za kilka lat podwyższyć próg emerytalny, ponieważ nie będzie pieniędzy na wypłaty emerytur. PiS nie uznaje tych faktów i zarazem nie kryje niechęci do imigracji, która może być jednym ze skuteczniejszych środków zaradczych.

 

PiS nie jest zainteresowany wynikami badań niezależnych międzynarodowych agencji, które wyniki wykazują jednoznacznie bardzo przyzwoity poziom nauczania w polskich szkołach. PiS wie lepiej, że należy zlikwidować gimnazja. Tak jak kiedyś w czasach ZSRR, minister Gromyko miał przydomek „Mister Niet”,  (pan ,nie),  tak samo można by nazwać prezesa i cały PiS. Oni mają jeden argument, „nie bo nie”.

 

PiS uważa, że jak opodatkuje sektor bankowy to zapłacą te podatki bankierzy. Nic bardziej mylnego, bo zapłacą klienci banków, czyli my, obywatele i będzie to taki nowy podatek nałożony pośrednio na obywateli, przez system bankowy, aby było więcej na rozdawanie przez polityków, czyli złudne przekupywanie wyborców. Można by wyliczać bardzo długą listę pobożnych życzeń „programowych”, jak choćby proponowany przez PiS powrót z ochroną zdrowia do epoki komunizmu, czyli finansowania systemu ochrony zdrowia bezpośrednio z budżetu. Ciarki przechodzą przez człowieka na sama myśl o tych szaleństwach, które przepowiada PiS.

 

Nie mogąc nic racjonalnego zaproponować, PiS ucieka się, tradycyjnie zresztą, do chwytów poniżej pasa, wydając pieniądze podatników, na ironiczne w zamyśle bilbordy, a wyszło im jak zawsze, po prostu niesmacznie. Ta bilbordowa akcja PiS paradoksalnie kosztowała podatnika więcej, niż wszystkie kolacje zjedzone przez członków rządu przez dwie kadencje.

 

Proponuję kolegom konkurentom politycznym z PiS, aby nadali krótki, zrozumiały i zarazem prawdziwy tytuł swojemu programowi: „NIE”. Myślę, że Urban nie miałby nic przeciw temu, że PiS używa takiej nazwy jak jego pismo, bo jakość taka sama tych produktów.