Histeryczne działanie nie sprzyja procesowi myślenia.

Kloaka

Nie jestem socjologiem, ani psychologiem, ale zauważam pewne korelacje pomiędzy sympatiami politycznymi i dawaniem upustu swoich frustracji w internecie. Ze zgrozą dostrzegam, że jakieś 30% ludzi, którzy komentują najróżniejsze teksty na forach, czy artykuły o treści politycznej… nie rozumie, co jest napisane.

_MG_0010 (440x235)Dziwnym zbiegiem okoliczności, ilość bezmyślnych i pełnych jadów wpisów przy tekstach z mojego blogu, pokrywa się z poparciem dla wielbicieli prawa i sprawiedliwości. Nie, żebym od razu uważał, że każdy sympatyk PiS-u to bezmózgi kretyn, jednak ilość internetowych frustratów popierających Jarosława Kaczyńskiego znacznie przewyższa ilość pieniaczy sympatyzujących z PO, czy SLD. Być może lekarze niektórym zapisują taką formę terapii, aby wylewali swe frustracje na internetowych forach… A może to takie specyficzne hobby? Nie wiem.

Nigdy nie usunąłem komentarza żadnego politycznego adwersarza, jeśli spiera się ze mną w sposób kulturalny. W końcu, nie każdy musi myśleć jak Borowczak. Nie każdy musi się zgadzać ze mną i partią, do której należę. Najważniejsze jednak, aby spór nie przybierał formy mordobicia rodem z podłej kufloteki. Rozumiem, że ktoś może czuć się rozczarowanym, czy oszukanym przez rządzących. Rozumiem, że można mieć zupełnie inne poglądy i polityczne sympatie. Ale po co od razu rzucać kalumnie, czy inwektywy? Wymieniać poglądy też trzeba potrafić. Wystarczy jednak poczytać wpisy, choćby pod moimi starszymi wpisami, (a pewnie pod tym również się pojawią), by zobaczyć, że chamstwo z narodzie ma się dobrze.

Specyficzną grupą są internetowi napinacze, którzy najczęściej pod przykrywką jakiegoś nicka i bez zdjęcia twarzy smarują chamskie wypociny. Odwagi im nie starcza, aby się pod tym podpisać? Mnie kiedyś odwagi nie brakowało i to wówczas, gdy człowiek ryzykował wiele. Dziwi mnie to, że dzisiaj, kiedy mamy wolność i demokrację, wielu tej odwagi nie ma. Ja nie boję się głosić swoich poglądów z otwartą przyłbicą, choć wiem, że wielu może się to nie podobać. Dlatego nie wchodzę w polemiki i ignoruję ludzi, którzy nie mają odwagi przyznać się do swoich słów i tych, którzy bezczelnie kłamią. Swoją drogą, ciekawe, czy ci ludzie mają w głowach jakieś urządzenia do wykrywania słów-kluczy? Wystarczy, że polityk lub dziennikarz nielubianej opcji napisze w tekście takie słowa jak: „Kaczyński”, „PiS”, „brzoza”, „Smoleńsk”, „Macierewicz”, „Rydzyk”„kościół”, czy Bóg wie, co jeszcze, żeby popłynęła szerokim korytem internetowa kloaka. Najzabawniejsze jest jednak to, że umysły tych ludzi działają wybiórczo i nie czytają, ani nie starają się zrozumieć słów autora. Jak „Kaczyński”, to znaczy, że już szydzą z małego wodza. To samo się tyczy Macierewicza. Choćby się nawet okazało, że jeden z drugim kompromitują się do szczętu, wierni wyznawcy pierwej uwierzą w spisek medialny, niż błąd lub głupotę swoich idoli. To samo tyczy się samozwańczych obrońców wiary, którzy w każdym ataku na niegodziwości księży widzą atak na kościół i sytuacja się powtarza. Konkluzja z tego jest jedna – histeryczne działanie nie sprzyja procesowi myślenia. Nic odkrywczego.

Niedawno jeden internauta kpiącym tonem zarzucił mi to, jakim prawem ja – cham i związkowiec, mam prawo wypowiadać się na temat kompetencji naukowców w służbie Macierewicza, czy o pedofilii w kościele? Nie byłoby może jeszcze w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż ów pan, którego nazwisko zmilczę, napisał już kilka tysięcy komentarzy! Czyli on ma prawo znać się na wszystkim!!! Zastanawiam się tylko, jak można napisać tyle, głównie jadowitych wpisów? Czy ten człowiek oprócz tego czymś innym się jeszcze zajmuje? A może to rzeczywiście terapia? Jeśli tak, to zapraszam do dalszego wylewania frustracji. Może kiedyś wódz to doceni?