Moim zdaniem, wymiana Rostowskiego na kogokolwiek innego będzie błędem.

Polowanie na grubego zwierza

 

stocznia 101Lotem błyskawicy kraj obiegła informacja o rzekomej dymisji Jana Vincenta Rostowskiego. Nie da się ukryć, że Donald Tusk, aby odwrócić niekorzystny trend sondażowy partii, musi zdecydować się na radykalne i odważne ruchy. Zdaniem wielu powinien ustrzelić grubego zwierza, ku uciesze gawiedzi. Tylko, czy JVR zasłużył na to, żeby stać się kozłem ofiarnym?

 Platformie potrzebny jest reset i zdecydowane działania. Te działania muszą nastąpić już teraz, bo stagnacja się pogłębia. Dodatkowo przygniótł nas kryzys gospodarczy. Tak złych sondaży i jednocześnie, co oczywiste dobrych dla PiS nie było od lat, ale w Platformie jest przekonanie, że nasz przewodniczący Donald Tusk trzyma asa w rękawie i zaraz po wakacjach przystąpi do zdecydowanego działania.

 Tusk, jako lider partii musi jednak liczyć się z krytyką. Także tą wewnątrz PO. Oczywiście nie popieram jawnej niesubordynacji, jaką wykazali się niektórzy członkowie naszej partii, o czym nie raz i nie dwa mówiłem. To lider decyduje o kształcie i kierunkach działania partii, a jak na razie wpłynęliśmy na mieliznę i trwają próby zepchnięcia okrętu w wartki prąd rzeki.

 Zatem, czy za kilka miesięcy spadnie głowa Rostowskiego? Mam nadzieję, że nie. JVR to najdłużej sprawujący funkcję minister finansów po ’89 roku. Nie zapominajmy, że pomógł Polsce, jako jedynemu krajowi członkowskiemu Unii Europejskiej, uniknąć recesji po kryzysie finansowym. Rynki ceniły Rostowskiego za utrzymywanie dyscypliny fiskalnej. Jednak spowolnienie, za sprawą którego gospodarka na przełomie roku znalazła się o krok od recesji, okazało się głębsze niż przewidywał Rostowski, co w lipcu zmusiło go do podniesienia deficytu i obniżenia wydatków publicznych.

 Moim zdaniem, wymiana Rostowskiego na kogokolwiek innego będzie błędem. Uważam, że nie wolno ulegać presji opozycji i trzeba przeczekać burzę. W końcu kozioł ofiarny naprawdę nie jest potrzebny, bo nic nie spieprzono. Nie widzę też, na dzień dzisiejszy, lepszego ministra finansów niż JVR. Mimo, iż pokątnie wymienia się nazwiska następców – Janusza Lewandowskiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego, czy Dariusza Rossatiego, dalej będę uważał, że Rostowski to najlepszy minister na trudny czas.

Rekonstrukcja rządu jest niezbędna. Kilkoro ministrów zapewne pożegna się ze stołkami. Wierzę jednak, że Rostowski pozostanie. Może nie jest finansowym geniuszem, ale na pewno to sprawny księgowy. Nie zapominajmy, że wybory do Sejmu odbędą w 2015 roku. To jeszcze dużo czasu. Całkiem możliwe, że przypadną już na czas koniunktury i wynik będzie odmienny od dzisiejszych sondaży. Bo sondaże to tylko sondaże. Niemniej jednak, w naszej partii powinien pojawić się sygnał ostrzegawczy.