na trzęsienie ziemi, czy fale tsunami nie mamy wielkich szans, jednak strach niektórym zajrzał w oczy

ŻARNOWIEC – TAK!

Mam spore obawy, że japońska Fukushima zahamuje nasze plany związane z energetyką atomową. Na trzęsienie ziemi, czy fale tsunami nie mamy wielkich szans, jednak strach niektórym zajrzał w oczy. A to niestety woda na młyn wszelkich organizacji ekologicznych i pseudo ekologicznych które nie chcą atomu. Pytam tylko, czy zawsze musimy być świętsi od papieża? Czy musimy kierować się lękiem i urojonymi obawami? Czy znowu mamy być w ogonie świata w kolejnej dziedzinie?

Mimo wszystko, uważam, że nie powinniśmy porzucać naszych planów atomowych. Wręcz przeciwnie!!! Elektrownia atomowa w Polsce jest konieczna, bo niedługo przyjdzie nam kupować prąd za granicą. Nie boję się nowoczesnej technologii. Wierzę w zapewnienia naukowców, którzy przekonują, że to najczystsza ekologicznie i najtańsza, a zarazem najbardziej wydajna metoda pozyskiwania energii. Mimo wszystko jestem więc na tak. Żarnowiec – TAK!!!

Czego się bać? Popatrzmy na ten aspekt pragmatycznie. Jaka to różnica, czy do awarii doszłoby w Polsce (odpukać w niemalowane…), czy u naszych sąsiadów? Ekolodzy biją na alarm, strasząc Czarnobylem, Fukushimą i Hiroshimą. Tylko, czy mają rację? Wokół nas, w odległości zaledwie 300 km od naszych granic znajduje się 9 elektrowni atomowych. W przeważającej większości są to mocno wysłużone obiekty z połowy lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Większa awaria u naszych sąsiadów niestety dotknie i nas w ogromnym stopniu. Ryzyko znacznie większe niż awaria w polskiej siłowni, która byłaby nowocześniejsza i bezpieczniejsza od tych starszych.

Już w 1990 roku, jeszcze świeżo po Czarnobylu, plany polskiej energetyki jądrowej legły w gruzach. W pamiętnym referendum, w którym 86,1% głosowało przeciw budowie, a 13,9% – za jej kontynuacją, sztandarowa budowa późnego komunizmu przeszła do historii. Czy stało się dobrze, czy nie – nie warto do tego wracać. Ale dzisiaj nie wolno nam popełnić błędów pod wpływem strachu. Już wówczas sprzeczałem się w tej sprawie z żoną, która była przeciwna budowie Żarnowca. Przytaczałem te same argumenty co dzisiaj i zdania nie zmieniłem. Ja również, jak każdy z was bałem się awarii w Czarnobylu. Może nawet bardziej niż inni, bo 16 kwietnia 1986 roku urodził się mój pierwszy syn. Pamiętam, jak solidarnościowe podziemie docierało do ekspertów, aby dowiedzieć się, jaki był faktyczny stan skażenia. Jedyne, czego byliśmy pewni, to tego, że Ruscy kłamią w tej sprawie. Pamiętam, jak na spotkaniu u Lecha Wałęsy, jego żona częstowała nas płynem Lugola… Nie chciałem tego paskudztwa wypić, ale Danusia mnie zmusiła.

Na koniec mała ciekawostka – niewielu wie, że o mały włos rektor atomowy już od dawna byłby w Gdańsku. Profesorowie z instytutu badawczego w Świerku, gdzie działa jedyny polski reaktor atomowy, zapewniali nas już dawno, że to bezpieczna i tania metoda pozyskania energii. Proponowali, aby bliźniaczy reaktor wybudować na terenie Stoczni Gdańskiej – na jej potrzeby. Przyszły jednak ciężkie czasy i stocznia miała większe problemy. Temat upadł, choć naprawdę było blisko realizacji tego projektu.