Rozmowa kontrolowana w Radiu Gdańsk

rglogoJacek Naliwajek: Dzień dobry Panie pośle.
Jerzy Borowczak: Dzień dobry, witam serdecznie.

JN: Głosował Pan za ubojem rytualnym zwierząt. Dlaczego?
JB: Z całym przekonaniem. Dlatego że po to hodujemy zwierzęta, aby je później zjadać. To co mówi ta część z Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt, to ja rozumiem. Oni nie jadają mięsa, są wegetarianami i mają prawo być przeciw.

JN: Niekoniecznie są wegetarianami, tylko chcą oszczędzić zwierzętom zbędnego cierpienia.
JB: Ja urodziłem się na wsi i zawsze hodowaliśmy zwierzęta. I to dużo, bo kilkadziesiąt sztuk. I chowaliśmy je po to, żeby je sprzedać do rzeźni. Bywałem w rzeźni i nie widziałem uboju rytualnego, ale widziałem jak zwierzęta cierpią. I te cierpienia naprawdę w ogóle się nie różnią. Są kraje, gdzie zwierzęta zabija się w klatkach. Jak się w taki kręciołek włoży krowę czy byka…

JN: Mówi Pan o uboju rytualnym.
JB: Nie. W Polsce nie wolno wkładać zwierząt do klatek. Tylko poprzez przecięcie tchawicy, spuszczenie krwi. Ja myślę, że wszyscy, którzy głosowali przeciw i ci, którzy głosowali za nie byli w rzeźni i nie widzieli jak się prowadzi ubój bydła, koni, świń. Dla mnie cierpienie jest zawsze takie same, czy przy uboju rytualnym, czy zwykłym uboju.

JN: Ale dziś nazywany jest Pan barbarzyńcą, bo godzi się Pan na barbarzyńskie zabijanie zwierząt.
JB: Co to jest „barbarzyńskie”? Każde zabijanie jest barbarzyńskie. Ja tego nie rozumiem. Jeśli się mówi, że najpierw ogłuszyć, czyli siekierą, obuchem w łeb, a potem poderżnąć gardło, to dwa razy boli.

JN: Panie pośle, napisał Pan na swoim blogu: „Sejm przegłosował zakaz uboju rytualnego. Wielu europejskich przedsiębiorców już zaciera ręce. Mogli sobie tylko wymarzyć taki prezent od polskiego parlamentu.
JB: Tak, bo uważam, że tak jak w Polsce np. koninę wywozi się za granicę i tam przerabia się te polskie konie.

JN: Do Włoch najczęściej.
JB: Tak. I tak samo będzie teraz. Jeśli zabroniliśmy w Polsce tego uboju na rynki arabskie czy do Izraela, to i tak rolnicy nie przestaną tego hodować. Będą hodować to dalej, tylko że to będzie jechało do ubojni do Niemiec, na Węgry, jak tak Jarosław Kaczyński lubi te Węgry, czy do Francji. I polscy rolnicy dostaną tylko za żywca, a za przerobione mięso już nie dostaną i będą stratni.

JN: To znaczy, że te organizacje ekologiczne były wspierane finansowo przez przedsiębiorców z zagranicy, żeby wprowadzić taką ustawę? Posłowie zostali podkupieni? O co chodzi?
JB: Nie. Jeśli SLD głosuje przeciw ubojowi rytualnemu, jeśli Palikot głosuje przeciwko, a jest za aborcją, to ja czegoś tu nie rozumiem. To można zabijać małe dzieci, a nie można zabijać zwierząt, które są hodowane po to, żeby człowiek je mógł zjeść.

JN: To znaczy, że prawa zwierząt są ważniejsze niż prawa dzieci nienarodzonych?
JB: Nie, to jest hipokryzja. Pan Leszek Miller i pan Palikot i chyba Jarosław Kaczyński chcieli tutaj poróżnić PSL z Platformą.

JN: „To jawny zamach na religijną tradycję narodu żydowskiego. Decyzja ta poważnie zaszkodzi procesowi przywracania żydowskiego życia w Polsce.” – napisało w oświadczeniu Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela. Okazuje się, że większość polskich posłów to antysemici i antyislamiści.
JB: Dla mnie to oświadczenie ministra z Izraela jest oburzające, bo wiem, że w Polsce wszystkie mniejszości zasługują na szacunek i taki szacunek mają. Mają swoje kościoły, swoje bożnice, więc tutaj absolutnie nie. Natomiast nikt nam nie będzie narzucał czy w Polsce ma być ubój rytualny, czy też go nie ma być. I absolutnie nie możemy zgadzać się na takie oświadczenia. Bardzo mi się podoba, że premier Tusk na to natychmiast odpowiedział, bo mniejszości w Polsce mogą sobie to mięso sprowadzać z zagranicy, skoro utrzymamy ten zakaz. W Polsce nie ma antysemityzmu. Inne mniejszości też nie są w Polsce prześladowane.

JN: Głosowanie w sprawie uboju rytualnego oznacza słabość koalicji?
JB: Myślę, że wszyscy mieliśmy wątpliwości, jeśli chodzi o ubój rytualny. Być może więcej powinniśmy na ten temat rozmawiać i przekonać osoby, które mogłyby poprzeć ten projekt i ten ubój rytualny w Polsce mógłby być. Oczywiście bez tych klatek, żeby te zwierzęta naprawdę dodatkowo nie cierpiały.

JN: Mówi Pan, że za mało rozmawiano. Chyba ostatnio to już któryś argument jaki słyszę, że w klubie Platformy Obywatelskiej mało się rozmawia na temat projektów ustaw. Odczuwa Pan brak takiej rozmowy?
JB: Nie, tylko myślę, że takiej szczerej rozmowy. Bo widziałem kto się wstrzymał, kto głosował przeciw. Jeśli jest taka relacja, jeśli tego nie uchwalimy, to po co ja mam być za? Przecież spojrzę na te nazwiska i wiem, że ci ludzie, którzy głosowali przeciwko ubojowi rytualnemu jadają mięso i nie mają wcale takich poglądów, żeby być takim, że głosuję przeciw, bo tak uważam. Nie, bo tak jest modnie. Myślę, że było w tym wszystkim trochę hipokryzji.

JN: A może to po prostu mówi o słabości premiera? Do tej pory chyba jeszcze nigdy w Platformie nie znalazła się tak liczna grupa posłów głosujących wbrew stanowisku rządu. I to mimo dyscypliny.
JB: Nie, w tym punkcie 29 nie było dyscypliny. Pewnie gdyby była dyscyplina, to wszyscy posłuchaliby pana premiera. Ale uważaliśmy, że w takich sprawach nie powinno się wprowadzać dyscypliny. Tak uważaliśmy na klubie, że jeśli jest Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt, to trudno kogoś kto zapisał się do takiego towarzystwa zmusić do tego, żeby zagłosował za ubojem zwierząt. Bo są wegetarianami i w ogóle nie jadają mięs. Tutaj uszanowaliśmy wszystkich. Ale wiem, że mogliśmy to głosowanie wygrać i nie łamać kręgosłupów.

JN: A dlaczego Donald Tusk unika debaty z Jarosławem Gowinem?
JB: Ja też jestem przeciwnikiem tej debaty.

JN: Dlaczego? Dwaj kandydaci na szefa Platformy Obywatelskiej o przyszłości partii.
JB: Tak, będzie takie miejsce do debaty. To będą wybory.

JN: Wybory będą, jak będzie głosowanie.
JB: Oczywiście, ale gdyby kandydował na prezydenta Polski, tak jak Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski, to jest sens. Żeby wszyscy Polacy posłuchali jakie każdy kandydat ma poglądy i jak widzi Polskę, jak chciałby nią zarządzać. Natomiast tutaj mamy możliwości spotkania się każdego kandydata z grupami. Każdy może przyjechać na każdy zjazd partyjny. Czy do Gdańska, czy Warszawy, Wrocławia i przedstawiać swoje program jak widzi Platformę Obywatelską na przyszłe 4 lata.

JN: Minister Transportu Sławomir Nowak jest dobrym szefem Platformy na Pomorzu?
JB: Tak. Myślę, że na Pomorzu Platforma działa bardzo dobrze. Zobaczymy najbliższe wybory.

JN: Afera zegarkowa nie zaszkodziła wizerunkowi partii?
JB: Ja myślę, że każda taka sytuacja, gdzie się kogoś oblewa ponad normę błotem, szkodzi. Myślę, że tutaj media przesadziły.

JN: Ponad normę? Co się stało?
JB: Tak. Myślę, że to jak wprost zaatakowano ministra Nowaka też miało swój cel, żeby po prostu dołożyć, a nie poinformować.

JN: Minister nosi drogie zegarki i nie wpisał ich do oświadczenia majątkowego.
JB: Tak, tylko że ten serial trwa już wprost od paru miesięcy. I ciągle to pogłębia. „Minister kłamał, minister nie powiedział prawdy.” Widać, że na ministra Nowaka jest zawzięcie.

JN: A powiedział prawdę?
JB: Myślę, że, tak jak sam powiedział, nie wpisał tego do oświadczenia majątkowego.

JN: I że pożyczył na tydzień ten zegarek, a nosił kilka miesięcy.
JB: Powiem szczerze, że nie pożyczam. Kiedyś pożyczałem od kolegi motor, bo miał lepszy ode mnie.

JN: Ja mówię o ministrze Nowaku, nie o Panu.
JB: Natomiast uważam, że nie powinno się pożyczać drogich zegarków i udawać bogatszego niż się jest.

JN: Panie pośle, grywa Pan w totolotka?
JB: Może dwa razy w życiu zagrałem. Ostatnio ze cztery lata temu z panem Bogdanem Lisem i wygrałem chyba 260 złotych.

JN: Były prezydent Lech Wałęsa mówi, że pieniądze, które wygrywał w latach 70 w totolotka, czyli wówczas około 35 tysięcy złotych, pojawiały się jak na zamówienie. Wystarczyło, że na coś ważnego brakowało i los od razu podpowiadał mu jak obstawiać zakłady.
JB: Lech Wałęsa grał w totolotka jak go tylko pamiętam. Słyszałem od moich kolegów Stacha Burego i innych chłopaków z W4, że oni nawet mieli taką spółdzielnię, że składali się i razem skreślali numery. I jakby grali takim systemem, że iluś tam kolegów.

JN: Tylko, że Lech Wałęsa na początku lat 70. A część historyków wiąże to z podpisanym zobowiązaniem do współpracy ze służbą bezpieczeństwa na przełomie ’70 i ’71 roku przez Lecha Wałęsę. Twierdzi, że te pieniądze to wcale nie totolotek, tylko honorarium ze służby bezpieczeństwa.
JB: Oczywiście. Wszystko się ludziom może wiązać z takimi sytuacjami, gdzie jest pieniądz i gdzie jest pomówienie o współpracę. Ja wiem jedno. Znam wyrok sądu, że Lech Wałęsa nie współpracował, nie brał pieniędzy i nie był ani jawnym, ani tajnym współpracownikiem SB. I dopóki taki wyrok będzie, to dla mnie nie ma tematu. Niech zbierze się inny sąd, niech odwoła tamten wyrok i wtedy będę miał jakąś możliwość rozmowy.

JN: Wierzy Pan w szczęście Wałęsy?
JB: Wierzę w szczęście Wałęsy.

JN: I to, że mógł wówczas kupić telewizor, pralkę, samochód za wygraną w totolotka.
JB: Ja wiem, że miał rodziców za granicą, konkretnie w Stanach Zjednoczonych. Z tego co pamiętam, jego ojciec zmarł w 1981 roku w Stanach Zjednoczonych. Być może władza ludowa wiedziała, że jak się przysyła dolary z zagranicy, to jest przecież przestępstwo. Więc może mówił, że to są pieniądze z totolotka. Nie wiem.

JN: Jeszcze o stoczni gdańskiej. „Polskiemu przemysłowi okrętowemu grozi likwidacja”, mówił wczoraj w naszym radiu Janusz Śniadek. Pan też tak to widzi?
JB: Janusz Śniadek mówi, że grozi likwidacja. Janusz Śniadek był 14 lat w radzie nadzorczej Stoczni Gdynia. I jak tak popatrzę na moich kochanych związkowców, to właściwie żaden z nich nie ma swojej firmy. Ciekawe gdzie oni wrócą, jak się skończy kadencja? Bo i Duda nie ma swojej huty, i Dośla nie ma swojego dalmoru, Śniadek stoczni. Więc to, że działacze nie mają swoich firm i nie mają dokąd wracać jest niepokojące.

JN: Panie pośle, problem jest poważny, bo Komisja Europejska do 22 lipca chce zobaczyć dokumenty realizacji planu naprawczego stoczni gdańskiej. Jak ich nie dostanie, to stoczni grozi zwrot pomocy. To już koniec.
JB: Dlatego poprosiłem nowego ministra, pana Włodzimierza Karpińskiego, aby tutaj na Pomorzu zrobić takie spotkanie. Prosiłem, aby odwiedził stocznię i zobaczył jak to wygląda. Był w stoczni remontowej, był w stoczni północnej. Tam pracuje w grupie 7,5 tysiąca ludzi. Budują nowe statki od stępki, po banderę. I remontują, i robią wieże wiertnicze. Więc był bardzo podbudowany. Ale po to go tu ściągnąłem, żeby właśnie tu na miejscu, w Gdańsku zobaczyć co się da zrobić dla stoczni gdańskiej.

JN: Coś da się zrobić dla stoczni gdańskiej?
JB: Dlatego mówię, że ona została tak dziwnie sprywatyzowana, dwa tygodnie po przegranych wyborach przez PiS poprzez podniesienie kapitału. Według mnie, to było od razu skazane na niepowodzenie. Nie można zarządzać stocznią z Kijowa, czy z Warszawy. To uzgodnił pan Piotr Sojka tu na miejscu.

JN: To oznacza, że nie widzi Pan dobrej perspektywy dla stoczni gdańskiej?
JB: Ja się obawiam, bo było walne zgromadzenie. Jest dwóch właścicieli: Agencja Rozwoju Przemysłu 25% i jest pan Taruta, prywatny właściciel. Jak byśmy w dwójkę siedzieli. I my w dwójkę musimy podjąć decyzję. Pan większościowy właściciel, ja mniejszościowy. Jak my w dwójkę się nie dogadamy, to nikt nie pomoże.

JN: Ale nie mogą się dogadać.
JB: Nie mogą się dogadać, dlatego że było walne zebranie, stocznia nie przedstawiła żadnych dokumentów bilansowych za rok 2012. Przełożono to walne na 8 sierpnia. Do końca lipca trzeba złożyć do Unii rozliczenie z 555 milionów, które państwo polskie włożyło do stoczni.

JN: Jest szansa na porozumienie?
JB: Boję się, że może nie być, dlatego mamy plany awaryjne.

JN: Jakie?
JB: Jest plan awaryjny, że spotykamy się jutro w grupie sejmowej Komisji Skarbu i Komisji Obrony Narodowej i będziemy debatować. Mamy taki plan, żeby na bazie tego co jest w Stoczni Kris, Stoczni Nauta, Stoczni Marynarki Wojennej, Stoczni Mostostalu Chojnice przybyło co najmniej około 1000-1500 miejsc pracy.

JN: Dziękuję za rozmowę.
JB: Dziękuję.

Rozmowa kontrolowana z Jerzym Borowczakiem