Dziennik Bałtycki. Jerzy Borowczak: Sala BHP to symbol walki i zwycięstwa Solidarności

dziennikbaltycki1Z posłem Jerzym Borowczakiem, dyrektorem Fundacji Centrum Solidarności, rozmawia Barbara Szczepuła.

Dlaczego do rozmów z komisją rządową strajkujący stoczniowcy wybrali salę BHP?
Gdy przygotowaliśmy siedem postulatów, poszliśmy do dyrektora Klemensa Gniecha z żądaniem rozpoczęcia negocjacji. Rozmowy oczywiście musiały być transmitowane na całą stocznię – taki był nasz warunek. Powiedziano nam, że nie jest technicznie możliwe transmitowanie obrad z budynku dyrekcji. Wtedy Paweł Szyryn, który był elektronikiem i pracował kiedyś na W-4 z Lechem, zaproponował, by rozmowy przenieść do świeżo wyremontowanej sali BHP. Wiedział, co mówi, bo brał udział w podłączaniu tam nagłośnienia. – Każde słowo będzie słychać w całej stoczni – dowodził.

Na takie dictum dyrektor nie miał już argumentu?
Chyba przechytrzył sprawę, bo wystarczyło przeciągnąć kabel i można było nadawać z budynku dyrekcji. Wtedy tamten gmach stałby się słynny, a nie sala BHP (śmiech). Ale dobrze się stało, bo w dyrekcji zmieściłoby się kilkadziesiąt osób, w sali BHP w porywach było ich nawet czterysta! Paweł zwołał swoich kolegów, w mig wszystko przygotowali i rozpoczęliśmy rozmowy z dyrektorem Gniechem.

Lech Walesa During Strike at Gdansk ShipyardsWcześniej w sali odbywały się szkolenia. A jeszcze wcześniej od początku XX wieku do 1945 roku był tam magazyn torped (Torpedo-Lagerhaus).
Gdy zaczynałem pracę w stoczni, wraz z kilkudziesięcioma nowo przyjętymi robotnikami byłem tam zaznajamiany z instrukcjami BHP, wyświetlano też film, w którym pokazywano zagrożenia, jakie czyhają na stoczniowców. Do szkolenia BHP przywiązywano duże znaczenie od 1961 roku, czyli od czasu gdy w trakcie budowy statku m/s Konopnicka zginęło dwudziestu dwóch pracowników. Wyremontowana sala wyglądała porządnie. Po wodowaniach statków zapraszano tam gości na lampkę szampana.

Rozmowy z dyrekcją toczyły się w dużej sali?
Tak. Do małej sali przenieśliśmy się dopiero wtedy, gdy przyjechała komisja rządowa. Tam rozmawialiśmy do 31 sierpnia. W dużej siedzieli przedstawiciele strajkujących zakładów pracy. Pod koniec ich liczba wzrosła do około tysiąca. Byli tam też przedstawiciele zakładów, które nie strajkowały, ale popierały nasz strajk.

Na przykład?
Pielęgniarki, lekarze, piekarze i inni, którzy nie mogli przestać pracować. W sali BHP występowali aktorzy Teatru Wybrzeże, tam Pietrzyk śpiewał „Piosenkę dla córki”. Oczywiście nie podczas obrad, ale gdy komisja rządowa wyjeżdżała i była chwila oddechu. Wtedy rozkwitała działalność kulturalno-oświatowa.

Rozdawano też kanapki, kręcili się dziennikarze…

Dziennikarze mieli pomieszczenie nad salą BHP, ale podczas obrad z komisją rządową schodzili do dużej sali BHP, przystawiali magnetofony do głośników i nagrywali.

Jakie to były magnetofony! Przeważnie Kasprzaki na licencji Thomsona, wielkie jak tom encyklopedii. Chyba tylko Ryszard Kapuściński miał miniaturowy dyktafon, którego mu wszyscy zazdrościli. A gdzie drukowano biuletyn strajkowy?
W pierwszych daniach strajku – za małą salą BHP. Robiliśmy go na wałkach. Potem zorganizowaliśmy drukarnię w innej części stoczni.

Doradcy mieli swój pokój?
Naradzali się w tak zwanej jedenastce” Bali się jednak podsłuchów i ważniejsze sprawy omawiali w szklarni.

W szklarni?

Za salą BHP była stoczniowa szklarnia. Doradcy uznali, że tam nie ma podsłuchu i dyskutowali, krążąc między dojrzewającymi pomidorami i ogórkami.

A na piętrze?
Mieściła się tam stoczniowa sala pamięci, w której znajdowała się między innymi tablica poświęcona stoczniowcom, którzy zginęli w KL Stutthoff, tablica z nazwiskami pionierów uruchamiających stocznię po wojnie i inne. Zaprowadził nas tam podczas strajku ktoś z dyrekcji i powiedział, że tu możemy zawiesić tablicę z nazwiskami stoczniowców poległych w Grudniu ’70. Bali się, że zbudujemy pomnik, więc zaproponowali tablicę, której nikt by nie oglądał! W zamkniętym pomieszczeniu na piętrze! Oczywiście nie zgodziliśmy się na to.

A komisja rządowa miała swoje pomieszczenie?
Oni spotykali się u dyrektora Gniecha. Tam było mnóstwo stosownych gabinetów, tam, otoczeni funkcjonariuszami SB, czuli się bezpiecznie. Ale muszę przyznać, że po paru dniach już się tak nas nie bali jak na początku. Widziałem, jak wicepremier Jagielski wziął papierosa od stoczniowca, zapalił, porozmawiał…

Sala BHP stała się słynna na cały świat.
Bo to tam Lech Wałęsa podpisał swoim wielkim długopisem Porozumienia Sierpniowe!

Teraz w świeżo wyremontowanej sali Solidarność otworzyła multimedialną wystawę „Drogi do porozumienia”, która pokazuje historię i idee solidarnościowej walki o wolność. W infokiosku można sobie zrobić zdjęcie z przemawiającym Wałęsą. Też sobie zrobiłam. Fajny pomysł.
Wydaje mi się jednak, że sala BHP nie jest do końca wykorzystana. Problem dotyczy własności, bo sala należy do NSZZ Solidarność. Jeszcze większy problem powstanie, gdy w przyszłym roku ruszy Europejskie Centrum Solidarności. Czy sala będzie włączona w wielką wystawę, czy zostanie na uboczu i „zwiędnie”, bo jej oferta nie będzie konkurencyjna? Władze Solidarności i ECS muszą jakoś to załatwić z korzyścią dla wspólnego dobra. Muszą zaproponować coś oryginalnego, żeby nie zmarginalizować tego zabytku kojarzącego się jednoznacznie z naszą walką i wielkim zwycięstwem Solidarności.

b.szczepula@prasa.gda.pl

Źródło: Sala BHP to symbol walki i zwycięstwa Solidarności

 

KALENDARIUM WYDARZEŃ SIERPNIA’80

Gazeta Wyborcza – sierpień’80 kalendarium wydarzeń