Najwyraźniej jednak wybitni pisowscy ekonomiści nie znają pojęć: „konkurencja”, „giełdy światowe” itp.

PO OLEJ DO GŁOWY

Jarosław Kaczyński czuje, że przytrafia mu się wielka szansa na wyborcze zwycięstwo. W znacznej mierze na własne życzenie Platformy Obywatelskiej. Prezes, zapewne poinstruowany przez swoich „piarowców” o tym, że mu rośnie, jak siedzi cicho, niespecjalnie ostatnio wdawał się w polityczne awantury. Mało tego! W jakiejś piwnicy zamknął chyba Antka Awiatora, bo ostatnio jakoś nie jesteśmy raczeni kolejnymi smoleńskimi hipotezami.
biuro-onlineTaktyka PiS-u przynosi efekty, bo partia osiąga najlepsze notowania od lat. Kaczyński, jako wybitny mąż stanu pochyla się więc teraz nad losem ludu pracującego miast i wsi. Ostatnio pochylił się nad rolnikami uprawiającymi rzepak. Ci, co żywią i bronią, którzy obsiali swoje pola tą rośliną nie są zadowoleni z ceny jej skupu. Zdaniem rolników tani import z Ukrainy zabija koniunkturę na naszym podwórku. Jarosław „Polskę Zbaw” postanowił więc interweniować i niczym trybun ludowy niemal stanął na czele protestujących. Brakowało tylko, aby jak onegdaj Andrzej Lepper, wyspał importowany rzepak na tory…

Jak ktoś sądził, że PiS może funkcjonować bez teorii spiskowych, to był w błędzie. Prezes i jego totumfacki Hofman szybko przejrzeli cały układ. Otóż zdaniem liderów PiS-u, na krzywdzie rolników żeruje… PSL. Minister Kalemba celowo miał zaniżyć ceny skupu, aby jego partyjni koledzy mogli zarabiać krocie na ukraińskim rzepaku. I tak geniusz ekonomii dał się nabić w butelkę z olejem rzepakowym.

Okazuje się bowiem, że prawda jest zgoła inna. Ceny skupu poleciały na łeb, gdyż wartość rzepaku na europejskich giełdach drastycznie spadła. Rolnicy, którzy postawili na rzepak po prostu nie trafili w koniunkturę i najzwyczajniej chybili… W całej Europie mamy nadprodukcję tej rośliny i w efekcie ceny drastycznie spadły. Najwyraźniej jednak wybitni pisowscy ekonomiści nie znają pojęć: „konkurencja”, „koniunktura”, „giełdy światowe” itp. Okazało się, że giełdowa cena rzepaku spadła z 520 do 375 euro za tonę. Tak jest nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. W poprzednich latach rolnicy nieźle obłowili się na rzepaku. W tym roku, ochotę na duży zysk miało więcej farmerów i przegrzali koniunkturę… Dlaczego więc oczekują teraz na pomoc od państwa? Czy przedsiębiorca produkujący meble, rowery, czy krasnale ogrodowe też powinien zablokować drogi i domagać się dotacji do swoich produktów, bo nie wyczuł koniunktury i nie wyszedł mu biznes?

Dla prezesa to musiał być prawdziwy cios. Jego nieomylność została znowu podważona, a ktoś kto bezmyślnie wypuścił go w rzepak, z pewnością zarobi „fangę” w nos. Co za pech, że za załamaniem cen nie stoi koalicyjny minister! Co za pech, że na rolniczej niedoli nie zarabia PSL! Co za pech, że ukraiński rzepak zalewa przede wszystkim Francję, Niemcy i Holandię, a nie kraj nad Wisłą! Co za pech, że tacy ludzie mogą w przyszłości decydować o stanie naszej gospodarki…