Lech Wałęsa był niekwestionowanym przywódcą strajku, a my – członkowie Wolnych Związków Zawodowych tylko dodatkiem, choć bardzo ważnym.

Solidarna amnezja

W piątek 17 maja byłem na spotkaniu w gimnazjum w Borzechowie. Jedno z pierwszych pytań, jakie mi zadali gimnazjaliści, dotyczyło nieporozumień dawnych działaczy Solidarności. Na czasie była bowiem szokująca wypowiedz Henryki Krzywonos, że prawdziwym przywódcą strajku sierpniowego był Bogdan Borusewicz. Powiem szczerze, że nawet nie musiałem komentować wypowiedzi Pani Henryki, bo młodzież była pewna, że strajkiem dowodził Lech Wałęsa.

Ani oni, ani ja nie możemy zrozumieć, dlaczego Henryka Krzywonos próbuje fałszować historię i podważać przywództwo Lecha Wałęsy. Ze swej strony powiedziałem młodym gimnazjalistom, że jestem przekonany, że Pan marszałek Borusewicz oświadczy, iż to Pani Henryka jest w błędzie. Sądziłem, że pomyliła przygotowanie strajku, w którym to udział Borusewicza był olbrzymi, z jego kierowaniem i odda palmę przywództwa Lechowi Wałęsie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się że marszałek Borusewicz oświadczył, że niczego komentować nie zamierza… Oczywiście, to miało prawo zdenerwować Lecha Wałęsę, bo fakty obserwowane przez nas w stoczni, jak i ludzi którzy byli przed bramą, jednoznacznieświadczą o tym, że to Lech Wałęsa był niekwestionowanym przywódcą sierpniowego strajku.

Tym, u których Henryka Krzywonos zasiała ziarno wątpliwości polecam obejrzenie filmu dokumentalnego „Robotnicy 80”. To dokument nagrany w stoczni podczas strajku, za który serdecznie chciałbym podziękować jego autorom – Andrzejowi Zajączkowskiemu, Andrzejowi Chodakowskiemu i Jackowi Patryckiemu. Właśnie dzięki tej dokumentacji filmowej nasze dzieci i przyszłe pokolenia będą miały pewność, że to Lech Wałęsa był niekwestionowanym przywódcą strajku, a my – członkowie Wolnych Związków Zawodowych tylko dodatkiem, choć bardzo ważnym.

Tylko czemu ma służyć kolejna awantura ikon Solidarności? Czemu ma służyć pomniejszanie zasług Lecha Wałęsy? Sami plujemy we własne gniazdo, a potem dziwimy się, że jakiś polityk, albo ugrupowanie zawłaszcza historię i pisze jej alternatywne wersje…