Leszek Miller zaczyna zdradzać objawy demencji starczej. Pamięć ewidentnie szwankuje, co mieliśmy okazję zobaczyć 1 maja.

Budka suflera

Mam niedobrą wiadomość dla zwolenników lewicy! Otóż Leszek Miller zaczyna zdradzać objawy demencji starczej. Pamięć ewidentnie szwankuje, co mieliśmy okazję zobaczyć 1 maja. Całe szczęście, że spisał się sufler, który szeptał do ucha przewodniczącemu treść przemówienia…

Nie, żebym się czepiał, bo zapomnieć tekstu potrafi najlepszy aktor, ale Leszek Miller wyrwany z najgłębszego snu o wyborczym zwycięstwie lewicy powinien deklamować, jak pacierz – „praca dla ludu, obywatel ważniejszy niż władza, równe szanse itp”… W końcu klepie to wielu, wielu lat. Może już Millerowi pomieszały się doktryny? Był już przecież w PZPR, w Samoobronie, nawet dość długo kokietował Janusza Palikota. Ale, żeby podpowiadać szefowi SLD, „Niech się święci 1 maja”, to już są jakieś jaja… Czyżby przewodniczący miał kłopoty z pamięcią? To fatalnie, bo młodzieży na lewicy nie widać. Choć niektórzy czują się młodo, jak na przykład poseł Grzegorz Napieralski, który stwierdził, że w SLD są młodzi ludzie, jak on, czy Wojciech Olejniczak. Oj, chyba dawno nie widzieli swojego PESELU, bo obaj panowie już czterdziestoletni, ale owszem – prawdziwi juniorzy w tej drużynie.

Walka lewicy z lewicą, która właśnie trwa, jako żywo przypomina mi walkę ugrupowań postsolidarnościowych sprzed lat. Nic dobrego, jak pamiętamy, z tego nie wyszło. Zawzięta walka o rząd lewicowych dusz wydaje się cokolwiek dziwna. Polacy mają już prawo być zmęczeni rządami Platformy Obywatelskiej, bo w końcu każda władza się zużywa. Rozumiem to, mimo, iż wierzę, że PO może jeszcze Polsce dać wiele dobrego. Rodacy mogą i pewnie są również zmęczeni szaleństwami PiS-u. Lepszej okazji na dobry wynik dla lewicy długo nie będzie. A tymczasem, czerwoni są bezradni jak dzieci we mgle i nie specjalnie zagrażają obecnemu układowi.

O co trwa wojna domowa na lewicy? Tego nie wie nikt. Ktoś niedawno napisał, że o władzę i wpływy. Tylko o jakie? Lewica władzy nie ma i nie zanosi się na to, żeby ją zdobyła. Wpływów też za dużo nie ma… W tej chwili lewica i ta „millerowska” i ta „kwaśniewska”, to nic innego, jak zbiór ludzi wyróżniający się programową pustką, którzy próbują coś pozorować. Poza parciem do władzy nie mają jednak nic do zaoferowania.

Takie sytuacje, jak ta z 1 maja, z pewnością nie poprawią notowań „dumy Gdyni” – Leszka Millera. W końcu, to oczywiste, że wyborca nie chce być lekceważony. Po takich wpadkach może nie dać rady nawet Piotr Tymochowicz, który zaczął się pojawiać za plecami przewodniczącego. Mistrz wizerunku politycznego, który uważa, że z każdego zrobi męża stanu doradza teraz politykom SLD. To, że każdego się da, to pewnie prawda, bo Tymochowicz pracował już i to z sukcesami, ze Stanem Tymińskim i Andrzejem Lepperem. Jak dotąd sprzedawał towar wątpliwej jakości w nowym opakowaniu. Jaki więc teraz mamy sygnał dla wyborców lewicy??? Ale jak by mu się udało zrobić męża stanu z posła Jońskiego, to chapeu bas.