Moje „zasługi” nie tworzą mi żadnych „plusów dodatnich”. Prawdziwe rozliczenie zaczyna się gdy dostrzegam, ile można było zrobić lepiej i więcej.

WIELKANOCNY RACHUNEK

 Święta, szczególnie te Wielkanocne zawsze skłaniają do refleksji. Taki obrachunek, zarówno ten w wymiarze ludzkim, ale i ten obywatelski i poselski, daje mi wynik deficytowy. Sukcesy i dobre uczynki dostrzegam, ale traktuję je jako coś naturalnego, jako mój obowiązek, jako człowieka, obywatela i jako posła. Dlatego nie tworzą mi te „zasługi” żadnych „plusów dodatnich”. Prawdziwe rozliczenie zaczyna się gdy dostrzegam, ile można było zrobić lepiej i więcej.

W tym Wielkanocnym rozważaniu szczególne myśli szły w kierunku tych najsłabszych współobywateli. Pozostaje pytanie, co robić, aby tym naszym najsłabszym współrodakom uczynić życie nie tylko lżejszym, ale w pierwszym rzędzie, godniejszym. Ludzie mojego pokolenia „Solidarności”, tej z 1980 – 1989, zawsze myślą o tym co wówczas było najważniejsze w naszej podmiotowości, czyli o ludzkiej godności. Wspominając często w świątecznych refleksjach tamten czas walki o ludzką godność, która toczyła się w autentycznej solidarności ludzkiej, myślę nie tyle o „statystycznym” Kowalskim, ile o konkretnych osobach, zarówno tych, których już nie ma, którzy odeszli na „wieczną służbę”, ale również a może przede wszystkim o tych, którzy pozostali i są zupełnie zapomniani.

Ostatnio media przypomniały nam losy wielu z tych, którym zawdzięczamy dzisiejszą wolną i demokratyczną Polskę, którym tak wiele i wielu zawdzięcza dzisiaj lepszy los. Okazuje się, czego często nie zauważamy na co dzień, że wielu, nie tyle może tych prominentnych przywódców ruchu „Solidarności”, ale tych, którzy odwalali tą najbardziej „czarną robotę”, poświęcając wówczas wszystko, rodziny, zdrowie, kariery zawodowe, dzisiaj pozostali często zapomniani, pozostawieni w trudnym losie samym sobie. Wielu z nich, a z szacunków wynika, że może być ich nawet kilka tysięcy w skali całego kraju, umiera w samotności, bo posypały im się rodziny, gdy dawali wszystko z siebie dla nas wszystkich, dla Polski. Wielu z nich żyje w skrajnej nędzy, bo 30 lat temu represjonowani wówczas przez lata w więzieniach lub w podziemiu, nie maja dzisiaj nawet ustawowego stażu do naliczania podstaw do emerytury.

Nasuwa się oczywiste pytanie w tym obrachunku wielkanocnym, dlaczego doprowadziliśmy do takiej sytuacji, gdzie ta nasza dawna Solidarność ludzka i instytucjonalna? Ale również gdzie jest państwo polskie? Czy przyznanie przez kolejnych premierów rządów od 2001 do 2012 roku zaledwie 94 specjalnych świadczeń działaczom opozycyjnym oraz członkom ich rodzin, to wszystko na co państwo polskie stać dla tych, którzy płacili wysoką cenę i umierają w samotności i często w skrajnym ubóstwie?

Podejmowane inicjatywy legislacyjne muszą mieć jednak poparcie społeczne. Musimy wszyscy zrozumieć, że jednak nie chodzi tutaj o apanaże i przywileje, ale o zwykłą naszą obywatelską przyzwoitość wobec tych, którzy nam dali w swoim życiu wszystko, co mieli i zostali sami i zapomniani. Nie zapomnijmy o nich.