W końcu był to zjazd oburzonych, a można być przecież być oburzonym na niewdzięczny elektorat, jak Karol Guzikiewicz, czy Gabriel Janowski.

Cała sala śpiewa z nami

Który to już raz sala BHP jest świadkiem nowych politycznych inicjatyw organizowanych przez ludzi, którzy wykorzystują niezadowolonych rodaków do swych celów politycznych? I nic nie pomoże zastrzeganie się, że nie robią polityki – patrz Janusz Śniadek. Dobrze się stało, że niezadowoleni ludzie mogli się spotkać i wykrzyczeć swoje żale.  Jednak na tym spotkaniu zauważyłem także  zawodowych politykierów, którzy już kandydowali z listy PiS i wyborcy powiedzieli im „NIE”. Ale w końcu był to zjazd oburzonych, a można być przecież być oburzonym na niewdzięczny elektorat, jak Karol Guzikiewicz, czy Gabriel Janowski.

Piotr Duda dużo mówił o braku demokracji i tu absolutnie się z nim nie zgadzam. W samym parlamencie mamy 6 partii politycznych, a poza parlamentem działa ich kilkanaście. Słowa, które padły w Sali BHP są groźne, bo nawoływały do obalenia demokratycznie wybranych, niespełna 2 lata temu, władz naszego państwa. Podstawowym kanonem demokracji jest uszanowanie wyboru większości. Przecież ugrupowania i organizacje, które wzięły udział w sobotnim zjeździe mogą wystawić wspólną listę wyborczą. Jeśli wyborcy im zaufają, to już tylko krok do postulowanych zmian konstytucji i ordynacji wyborczej. O ile znajdzie się odpowiednia większość do ich przeprowadzenia. W cywilizowanych krajach tak się to załatwia.

Także żądanie przeprowadzenia referendum, kiedy nasi rodacy na nie nie chodzą, to strata czasu i ogromnych pieniędzy. Przypomnę, że w  referendum unijnym, mimo zaangażowania większości autorytetów z Polski, a nawet Ojca Świętego Jana Pawła II, który mówił „od unii lubelskiej do unii europejskiej”, uczestniczyło niewiele ponad 58% uprawnionych. W naszym kraju zorganizowano 54 referenda, z których tylko 9 było udanych. W pozostałych straciliśmy czas i pieniądze.

Podobnych populizmów nasłuchaliśmy się wiele. Choćby żądanie podniesienia płacy minimalnej, kiedy już dziś pracodawcy alarmują, że koszty pracy są za wysokie,  w związku z czym ograniczają produkcję i zwalniają pracowników. Jestem przekonany, że podniesienie pracy minimalnej będzie skutkowało tym, że pracy będzie jeszcze mniej lub pogłębi się szara strefa. Tylko kto na tym straci? Oczywiście zwykli pracownicy, których zmuszą do przejścia na własną działalność gospodarczą, lub w najlepszym razie całość, albo część wypłaty otrzymają „pod stołem”. Wówczas trudno będzie liczyć na godziwe emerytury, ale o tym nikt nie mówi. Duda krzyczy dzisiaj „precz z komuną”. Tylko, jakie ma postulaty? Władza dla klasy robotniczej, obalenie tyranii kapitalistycznych wyzyskiwaczy, oraz zniwelowanie krzykiem i siłą nierówności społecznych…

fot. Sławomir Lewandowski