Piotr Duda zauważył, że ma swoje 5 minut i z pewnością na pięciu minutach się skończy…

Czy Piotr Duda będzie zbrojnym ramieniem prezesa Kaczyńskiego?

Zapewne wszyscy oczekiwali, że obśmieję dzisiaj tabletowe votum nieufności prezesa PiS. Otóż, nie! Ale o Kaczyńskim też pośrednio będzie. Zainstalowanie wirtualnego rządu profesora Glińskiego od początku skazane było na porażkę. Poza uśmiechami politowania nad niedoszłym premierem, który dał zrobić z siebie „wała”, PiS nic nie wskórał. Ale okazuje się, że prezes Kaczyński ma na taką ewentualność także plan „B” . Krew poczuł bowiem przewodniczący Solidarności, Piotr Duda, który zdał sobie sprawę, że może stać się pierwszym rozgrywającym PiS-u. Coraz głośniej mówi się o strajku generalnym. Problem w tym, że przewodniczącemu bardziej chyba chodzi o własną karierę i szeroko otwarte drzwi do przyszłego rządu, niż o dobro związku i robotników. Duda zauważył, że ma swoje 5 minut i z pewnością na pięciu minutach się skończy…

Pamiętam jak bardzo się cieszyłem, gdy wybory na szefa Solidarności wygrał mój kolega z misji stabilizacyjnej na Bliskim Wschodzie. Piotr Duda obiecał, że jeśli wygra, to odspawa Solidarność od PiS-u i prezesa Kaczyńskiego. Obiecywał, że nie pójdzie drogą Janusza Śniadka, który zasilił szeregi Prawa i Sprawiedliwości i w głębokim poważaniu ma dzisiaj „mój” związek Solidarność. Wolno mi tak mówić, bo jestem jego członkiem nieprzerwanie  od 1 września 1980 roku. Jako stary związkowiec, mam prawo zapytać Piotra, czy zna pierwszy postulat sierpniowego strajku który brzmiał: „żądamy wolnych związków zawodowych”, niezależnych od partii politycznych? I to niezależnie od tego, czy ich liderzy mocno hołubią przewodniczącego Solidarności, czy wraz z nim śpiewają „Mury”. Sądziłem, że Duda dla dobra związku będzie korzystał z poparcia prawicy. Obawiam się jednak, że wbrew deklaracjom, przewodniczący Solidarności za bardzo uwikłał się w partyjne rozgrywki.

Byłem działaczem Solidarności – zarówno tej legalnej w stanie wojennym, jak i tej podzielonej po okrągłym stole i wiem, że zawsze różne partie zabiegały o poparcie związku. Czym się to może skończyć, dobitnie przekonali się górnicy z Wałbrzycha, gdy bokiem wyszły nam romanse z AWS. Kiedy dzisiaj widzę Piotra Dudę wespół z Jarosławem Kaczyńskim, który przegrał 6 wyborów z rzędu, mam nieprzyjemne skojarzenia z czasami Mariana Krzaklewskiego. Ciekawe, czy przewodniczący Solidarności zapowiadając strajk generalny na wspólnej konferencji prasowej z prezesem PiS, pamiętał, kto obniżył podatki dla najbogatszych? Piotr Duda powinien wiedzieć, kto chciał ubrać lekarzy w kamasze, kto wysłał „zomo” przeciw pielęgniarkom protestującym pod i w kancelarii premiera Kaczyńskiego, kto na prezesów stoczni w Gdańsku i Gdyni namaścił Jaworskiego i Smolińskiego, co skończyło się katastrofą dla tych zakładów… Przewodniczący powinien także przypomnieć sobie, kto zamroził 40mld złotych na walkę z bezrobociem.

Pozwólcie, że na koniec posłużę się cytatem z sejmowego wystąpienia Ludwika Dorna, wygłoszonym 7 marca 2013 roku: „ Panie prezesie premierze Kaczyński, kiedy był 2007 rok, władza, 40mld leżało na stole. Tadeusz Cymański alarmował, dobijał się o politykę prorodzinną, o to, żeby wyasygnować kwoty dla dzieci w ogóle i dla dzieci niepełnosprawnych. I pan powiedział nie! A z jaką argumentacją? Nie można, bo pani wicepremier Gilowska poda się do dymisji. Kiedy miał Pan 40 mld w ręku, to było zero, a teraz ma pan usta pełne słów o polityce prorodzinnej. Wiarygodności ja tutaj nie widzę.”

Apeluję więc – Piotrze Dudo i Sabo, nie idźcie tą drogą!