Po sejmie biega facet, któremu wydaje się, że jest premierem. W Gdańsku też spaceruje po mieście gość, któremu wydaje się, że jest piratem.

Rozdwojenie jaźni

Schizofrenia w polityce to dosyć częsta przypadłość. Ostatnio jednak ewidentnie przybrała na sile. Po sejmie biega facet, któremu wydaje się, że jest premierem. Największej partii opozycyjnej wydaje się, że ma swój rząd, a jej liderzy swoimi wypowiedziami pokazują, że choroba weszła już w ostatnie stadium. Najgorsze jest jednak to, że wszystkim wydaje się, że są poważni. Premier wirtualnej Polski nie odpuszcza i wyciąga nowe króliczki z kapelusza oraz prezentuje swoich ekspertów.

U nas w Gdańsku też spaceruje po mieście facet, któremu wydaje się, że jest piratem. Mimo, iż mamy „oficjalnego pirata”, tego wybranego w miejskim konkursie, przebieraniec nie ma zamiaru dać zapomnieć o swojej osobie. Mieszkańcy oraz  turyści nie życzą sobie jego grubiańskich i prymitywnych żartów i wręcz proszą, aby nie kompromitował siebie i Gdańska, jednak pseudopirat nadal grasuje po Starym Mieście, nie zauważając tego, że jest żałosny.

Podobnie jest z „premierem” Glińskim. Awatar Jarosława Kaczyńskiego co chwila przypomina o swojej osobie, prezentując kolejnych ekspertów i „swój”  program. Próbką możliwości rządu technicznego PiS było przedstawienie planu stypendiów demograficznych. Zdaniem ekspertów Glińskiego znalazłaby się kasa na to, aby ufundować po 1000 zł na każde dziecko, tylko, że nikt w to nie uwierzył. No, może poza tymi, którzy zaufali Glińskiemu i ochoczo wzięli się do roboty, a także niektórymi, zwolnionymi od myślenia dziennikarzami…

Jak „premier” dowiedział się, że to kompletny nonsens  i zrozumiał, że został wpuszczony w maliny,  to rakiem wycofał się z głupich obietnic. I tym się zdemaskował. Jeśli ktoś wierzył w autonomię „premiera”, to srodze się zawiódł. Gołym okiem widać, że wpływ Glińskiego na „swój” rząd jest żaden, a za sznurki pociąga Jarosław. Jestem więc przekonany, że na tym nie koniec. Kolejnym ujawnionym ekspertem Glińskiego okazała się pogromowa sierota – generał Polko, co gwarantuje dalszą, dobrą zabawę.

Rozbawiły mnie ostatnio polityczne analizy pieszczocha Jarosława, Adama Hofmana. Otóż przyboczny prezesa skomentował zmiany w rządzie Donalda Tuska, jako przemalowanie paznokci, a fakt wejścia do rządu Bartłomieja Sienkiewicza oznacza dla niego krótką ławkę rezerwowych w PO, skoro ta sięga po ludzi spoza polityki. Skoro Tusk przemalował pazurki, to zrobił Jarosław Kaczyński, wystawiając na śmieszność profesora Glińskiego? Nałożył maskę? Jeśli nominacja dla prawnuka Henryka Sienkiewicza oznacza krótką ławkę rezerwowych, to co powiedzieć o „rządzie fachowców” PiS? Podążając tokiem myślowym Hofmana, wychodzi na to, że oni rezerwowych nie mają w ogóle.