Państwo nie jest od tego, aby zaglądać ludziom pod pierzynę, ani od tego, aby oceniać moralność swoich obywateli.

Żyj i pozwól żyć innym

To był czarny dzień dla Platformy Obywatelskiej. Ci wszyscy, którzy sądzili, że PO-PiS umarł, srodze się zawiedli. Piątkowe głosowanie w sejmie nad ustawą o związkach partnerskich pokazało, że ma się dobrze…

To było rozłamowe głosowanie w Platformie Obywatelskiej. Dotąd uważałem, że siłą naszej formacji jest jej światopoglądowa rozległość. Jak zwykłem mawiać: od Arłukowicza do Gowina. Okazało się jednak, że to co uważałem za nasz atut, okazało się naszą największą słabością. Co prawda nie zarządzono dyscypliny partyjnej w głosowaniu, ale jego wynik pokazał dobitnie, że w PO są dwie partie. To wielka porażka Platformy i osobista premiera. Obym był złym prorokiem, ale dzisiaj boję się, że piątek 25. Stycznia 2013 roku będzie początkiem końca naszej formacji i początkiem większościowej koalicji dla rządów profesora Glińskiego. Nie ma co liczyć na to, że po sejmowej szopce przybędzie do nas elektorat z prawej strony. Raczej trzeba liczyć się z tym, że to nasz odpłynie na lewo. Wystarczy przeglądnąć fora internetowe, w których aż huczy od wściekłości zawiedzionych zwolenników PO.

Debata nad związkami partnerskimi była żenującym widowiskiem. Wielu posłów, głównie z prawej strony, pokazało dobitnie, że gardzi sporą grupą Polaków. Irracjonalnie, hasło „związki partnerskie” wielu skojarzyło się wyłącznie z gejami i lesbijkami. Jakoś niewielu skojarzyło się ono z miłością bez kwitu z urzędu stanu cywilnego… Nie da się ukryć, że wielu ludzi zostało skrzywdzonych. Po prostu wstyd mi, że przyłożyli do tego rękę moi partyjni koledzy, mimo, że projekt posła Artura Dunina był bardzo zachowawczy i nic nie wspominał o adopcji dzieci, czy wspólnym rozliczaniu podatków. Tak to jednak bywa, gdy wielu posłów jest zależnych od kościelnych hierarchów.

Z pewnością osoby żyjące w niesformalizowanych związkach, które nie mogą uregulować swojego statusu prawnego mogą czuć się rozczarowane. Oni każdego dnia muszą zmagać się z problemami, którym przegłosowane przepisy miały zaradzić.  Kiedy przysłuchiwałem się sejmowej debacie, aż przyprawiało mnie o mdłości. Zastanawiałem się, co sobie myśleli ludzie, którzy mimo, iż nie zrobili nikomu nic złego, dowiedzieli się od niektórych posłów, że są hedonistami, zboczeńcami, osobami  chorymi i zdegenerowanymi? Nie oszukujmy się, to nie była heroiczna obrona katolicyzmu i chrześcijańskich wartości, ale pokaz kołtuństwa, ciemnogrodu i pogardy wobec sporej części społeczeństwa. To głosowanie wtrąciło nas do kręgów kulturowych bliższym Iranowi, czy Jemenowi, niż Unii Europejskiej. Państwo nie jest od tego, aby zaglądać ludziom pod pierzynę, ani od tego, aby oceniać moralność swoich obywateli. Może niektórzy powinni to w końcu zrozumieć, zanim temat nie wróci na Wiejską. Bo, że wróci i że powinien wrócić – jestem tego pewien. Niektórzy posłowie PO powinni dojrzeć do tego, w jakiej zasiadają partii i czego od nich ich elektorat oczekuje…

Jedyny plus tej całej sytuacji, to fakt, że debata o związkach partnerskich trafiła w końcu do Sejmu. Może gorąca dyskusja, którą wywołała w końcu otworzy oczy niektórym twardogłowym politykom i biskupom na to, w jakim świecie żyją i czego dzisiejszy świat od nich oczekuje.