Słowa nienawiści płyną szeroką ławą z ust polityków, ale też co gorsza, z ust niektórych osób duchownych.

Jeden Palikot wiosny nie czyni

Nienawiść w polityce sięgnęła szczytu. Dotarło to również, a może wreszcie do Janusza Palikota. Postanowił więc na pół roku stać się kulturalnym politykiem i w tym czasie nie będzie obrażał i poniżał przeciwników politycznych.

Zastanawiam się dlaczego tylko na pół roku, a nie na przykład przez rok, lub do końca kadencji?  Czyżby przewidywał, że za pół roku nie będzie ludzi, którzy pod wpływem agresywnych wypowiedzi polityków czerpią inspirację do zamachów i aktów terrorystycznych? Z drugiej strony poraża mnie taka postawa. Widać bowiem gołym okiem, że „mowa nienawiści”, która weszła w ostatnim czasie do polskiej polityki, to cyniczna gra i teatr…

Ale, Panie Januszu, dobre i to! Może pańskim tropem pójdzie chociażby Grzegorz Braun, który już dziś chciałby strzelać do polityków i dziennikarzy? Może swoje pełne nienawiści wypowiedzi ograniczą Kaczyński i Wildstein, tak jak wcześniej uczynił to Stefan Niesiołowski? Jeśli jeszcze do tego po rozum do głowy pójdą przywódcy wszechpolaków, wtedy marsze niepodległości będą samą przyjemnością.

Nie zapominajmy, że to właśnie nienawiść była powodem tragedii, jaka wydarzyła się 2 lata temu w biurze poselskim w Łodzi. Ale jak widać to zdarzenie niczego nas nie nauczyło, a wręcz przeciwnie – słowa nienawiści płyną szeroką ławą z ust polityków, ale też co gorsza, z ust niektórych osób duchownych. Musimy skończyć na zawsze z mową nienawiści, bo inaczej tacy ludzie, jak szaleniec z Łodzi, czy niejaki Brunon K., który chciał dokonać zamachu na demokratyczne władze RP, będą pojawiać się częściej i zagrażać niewinnym ludziom. Pora się opamiętać, zanim będzie za późno.