ZABIJANIE SPÓŁDZIELCZOŚCI MIESZKANIOWEJ – spotkanie posła Jerzego Borowczaka ze spółdzielcami z PSM „Przymorze”

Obecne przepisy prawne dążą do likwidacji spółdzielczości mieszkaniowej – alarmują przedstawiciele największej spółdzielni mieszkaniowej w województwie Pomorskim – PSM „Przymorze”. – Spółdzielcy o swoich problemach rozmawiali z Jerzym Borowczakiem. Poseł obiecał zreferowanie posłom ich stanowiska i dalsze zajęcie się tą tematyką. Borowczak przyjął również zaproszenie od Wojciecha Ziętkiewicza, na posiedzenie Rady Nadzorczej spółdzielni.

 

– Spółdzielczość mieszkaniowa nie jest jakimś komunistycznym wymysłem – mówi Przewodniczący Rady Nadzorczej PSM „Przymorze”, Wojciech Ziętkiewicz – Pierwsza spółdzielnia została założona 120 lat temu, a w 1921 powstała Warszawska SM na Żoliborzu. Spółdzielczość nie jest również siedliskiem patologii i korupcji. To naprawdę, w większości, prężnie działające organizacje.

Nowelizacja Ustawy o Spółdzielniach Mieszkaniowych z 15 grudnia 2000 roku, a uchwalona w 2007, nie była, zdaniem rozmówców posła Borowczaka, konsultowana ze spółdzielcami.

– Nasze środowisko prosiło prezydenta, aby nie podpisywał tego, naszym zdaniem, bubla prawnego – referował Ziętkiewicz – Uważamy, że ustawa jest szkodliwa i sprzeczna z zasadą dobrowolnego zrzeszania, jaką są SM.

– Wspomniana ustawa zniosła możliwości zastąpienia w dużych spółdzielniach Walnego Zgromadzenia, Zebraniem Przedstawicieli – kontynuuje Przewodniczący RN – Ta sytuacja wprowadziła niewyobrażalny chaos. W jaki sposób, w dużych spółdzielniach przeprowadzić walne zgromadzenia, nawet w częściach, co również dopuszczają przepisy, o tym chyba ustawodawcy nie pomyśleli. Nasza spółdzielnia liczy 14 tysięcy członków i przeprowadzenie takowego jest praktycznie niemożliwe. Obecnie funkcjonujące, stare rozwiązanie, jest najbardziej optymalne. Rejon osiedla podzielony jest na kilka grup członkowskich i ich przedstawiciele mają wpływ na działalność naszej spółdzielni.

Przymorska spółdzielnia działa w oparciu o statut, przyjęty przez Zebranie Przedstawicieli i wpisany do KRS w 2003 roku. W skład PSM „Przymorze” wchodzą 4 osiedla – jednostki z szerokim zakresem działań statutowych. Administracyjnie podlegają one Zarządowi Spółdzielni. W każdym osiedlu działa Rada Osiedla, sprawująca społeczną kontrolę nad działalnością administracji. Posiada ona duży zakres uprawnień decyzyjnych, jak m.in. zatwierdzanie planów działalności gospodarczo-finansowej osiedla, czy wysokości opłat czynszowych.

Rada Osiedla wybierana jest spośród członków podczas zebrań Grup Członkowskich na 4-letnią kadencję z możliwością ich wcześniejszego odwołania. Natomiast Rady Osiedla desygnują swoich przedstawicieli do Rady Nadzorczej. Tak to do dzisiaj funkcjonuje na Przymorzu i gołym okiem widać, że ten system organizacyjny w pełni się sprawdza.

Ustawa dopuściła tymczasowe funkcjonowanie Zebrań Przedstawicieli (ZPC) do czasu zmian statutu poszczególnych spółdzielni. Na Przymorzu, projekt nowego statutu, został więc w myśl nowej ustawy opracowany i przedstawiony ZPC do zatwierdzenia, jednak został jednomyślnie odrzucony, a ponawiany był na każdym, corocznym zebraniu. ZPC funkcjonuje więc nadal, co dopuszcza art.9 ust. 2 ustawy przejściowej. Funkcjonowanie ZPC usankcjonował również Sąd Najwyższy, wyrokiem z 8 stycznia 2010 roku, uchylając wyrok Sądu Administracyjnego w sprawie nieważności uchwał podjętych przez ZPC w jednej z gdańskich spółdzielni.

7 października 2009 roku, grupa posłów PO wniosła projekt ustawy o zmianie ustawy o Spółdzielniach Mieszkaniowych. Projekt został zaopiniowany pozytywnie zarówno przez Radę Ministrów, jak i Biuro Legislacyjne Sejmu. Z niewiadomych przyczyn, projekt utknął jednak w podkomisji infrastruktury.

Środowisko spółdzielców z wielkim oburzeniem przyjęło odrzucenie przez posłów, obywatelskiego projektu ustawy we wrześniu 2010 roku. Jej projekt został opracowany przez spółdzielców i poparty przez ponad 150 tysięcy osób. – Opinie, jakie wyrażali na jego temat niektórzy posłowie, są dla nas żenujące i oburzające – mówi Ziętkiewicz. – Słyszeliśmy zdanie, że ten projekt był szykowany „pod prezesów” spółdzielni, co jest kompletnym nieporozumieniem. Nasz projekt miał chronić przede wszystkim członków spółdzielni mieszkaniowych.

Oburzenie spółdzielców budzi również ingerencja państwa w ich prywatną własność. Mowa o dysponowaniu majątkiem spółdzielni – przysłowiowym mieszkaniu za symboliczną kwotę oraz obligatoryjnym przekształceniu nieruchomości we wspólnoty przy uwłaszczeniu ich wszystkich mieszkańców. Kuriozalny wydaje się również nadzór Ministerstwa Infrastruktury. Spółdzielnia jest przecież dobrowolnym stowarzyszeniem jej członków, a majątek spółdzielni jest, de facto, wspólnym majątkiem ich członków.

Poważnym problemem jest również kwestia uwłaszczenia mieszkańców. Zgodnie z treścią nowej ustawy, w budynkach, w których wszyscy mieszkańcy stają się właścicielami swoich lokali, automatycznie, przekształcają się we wspólnoty mieszkaniowe, poza strukturami spółdzielni. Sporą wagę tego problemu zauważył Jerzy Borowczak

– Dochodzą do mnie sygnały, że wspólnoty mieszkaniowe wcale nie chcą wyodrębniać się ze struktur spółdzielni – mówił poseł Borowczak. – Na Przymorzu, mieszkańcy widzą korzyści z pozostania w PSM. Wystarczy krótki spacer po osiedlu, aby zobaczyć, że jest dobrze zarządzanie i zadbane. Z pewnością takich przykładów jest wiele w całym kraju.

– W chwili obecnej, na terenie spółdzielni mamy uwłaszczonych około 60% mieszkań – mówi Ziętkiewicz – Kwestia wspólnot stanowi dla nas niewyobrażalny problem. Szczególnie w dobie drastycznej podwyżki opłat za użytkowanie wieczyste terenów. Wspólnoty wyodrębniają się ze struktur spółdzielni i ich zainteresowanie skupia się wyłącznie na terenie własnej posesji. Tymczasem my pozostajemy z ogromną ilością terenu, za który musimy ponosić słone opłaty – są to place zabaw, parkingi, skwery itp. Wspólnoty nie są zainteresowane ich utrzymaniem, ale korzystaniem z nich, już jak najbardziej. Koszt ich utrzymania musi więc ponieść spółdzielnia, czyli mieszkańcy. Staramy się to robić, nie podnosząc jednocześnie opłat czynszowych dla naszych członków, ale jest to coraz trudniejsze.

– Przez dziesiątki lat lokatorzy opłacali składki na fundusz remontowy – skarżą się spółdzielcy – Dzięki temu, prowadziliśmy działalność remontową w całej spółdzielni. Począwszy od zmian elewacji, po wymianę wind. Pieniądze w ramach spółdzielni były wrzucane do wspólnego kotła i wydatkowane wedle potrzeb. Może zdarzyć się taka sytuacja, że lokatorzy z budynku, który wyodrębnił się, jako wspólnota, przez długie lata współfinansowali remonty innych budynków, a nie wszystkie prace zostały ukończone w ich budynku. Jako odrębna wspólnota, nie będą mogli więc korzystać z funduszu remontowego spółdzielni, a uzbieranie środków na remont dachu, czy wymianę okien, albo elewacji, może potrwać wiele lat. To są bardzo trudne i delikatne kwestie.

Konkludując, tysiące spółdzielców i działaczy samorządowych oczekują ustawy, która pozwoli im decydować o swoich sprawach. Nie przekonują ich twierdzenia twórców ustawy, że Walne Zgromadzenia są szczytem spółdzielczej demokracji. W dużych spółdzielniach będzie to raczej szczyt anarchii. Spółdzielcy obawiają się, że w takiej sytuacji, nikt za nic nie będzie odpowiadał, oraz zabraknie społecznej kontroli działalności poszczególnych spółdzielni.

Do tematu będziemy powracać.