Wszystko wróciło więc do normy. Jarosław Kaczyński i jego totumfaccy nadal błądzą w oparach smoleńskiej mgły.

IV Rzeczpospolita – Dzień Świra

Trzeba mieć w sobie wielkie pokłady niegodziwości, żeby w sytuacji, gdy prokuratura informuje o kolejnych ekshumacjach i podejrzeniach zamiany ciał, jeszcze podgrzewać atmosferę niesprawdzonymi informacjami o znalezieniu na wraku samolotu trotylu i nitrogliceryny… PiS tak długo modlił się to, żeby to był jednak zamach, aż niemal go wymodlił.

Ta sprawa od początku wydawała się snem wariata, bo tylko kompletny laik mógłby przypuszczać, że w XXI wieku można przeprowadzić zamach na prezydencki samolot za pomocą dynamitu i nitrogliceryny. W taki sposób terroryści nie działali nawet w czasach,  gdy jako żołnierz służyłem na misji pokojowej na Synaju. A  od tego czasu minęło 30 lat z okładem. Ale tego specom z komisji Macierewicza nikt nie wyjaśnił.

Ktoś ładnie napisał, że z Jarosława Kaczyńskiego wyjęto zawleczkę. Nic dodać, nic ująć! Sensacyjny artykuł w „Rzepie” podziałał na Jarosława, jak przysłowiowa płachta na byka. I zaczął się Dzień Świra! Oczywiście pan prezes nas nie zawiódł i oświadczył, że w Smoleńsku zamordowano 96 osób i w tym morderstwie uczestniczył rząd Donalda Tuska.

Kiedy nieodpowiedzialny pan red. Wróblewski zapoznał się z oświadczeniem prokuratury wojskowej, która zaprzeczyła informacjom „Rzeczpospolitej”, najpierw oświadczył, że redakcja się pomyliła, a następnie myślę, że na wyraźne życzenie właścicieli gazety, oddał się do dyspozycji rady nadzorczej. „Rzepa” przeprosiła za artykuł pana redaktora Gmyza, ale nie zrobiło to wielkiego wrażenia na Jarosławie. Zwymyślał redaktorów i oświadczył, że ma własne, wiarygodne informacje potwierdzające udział materiałów wybuchowych w zamachu na samolot prezydencki. Oczywiście w umyśle Kaczyńskiego, próba ratowania twarzy przez gazetę, która sama wysadziła się na trotylu, to nic innego, jak wynik presji wynikający w braku wolności mediów.

Wszystko wróciło więc do normy. Jarosław Kaczyński i jego totumfaccy nadal błądzą w oparach smoleńskiej mgły. Kto wierzył w kolejne wcielenie prezesa i jego troskę o gospodarkę kraju, ten się po raz kolejny srodze zawiódł. A tak cieszyłem się z kolejnych debat z wirtualnym kandydatem na premiera, panem Glińskim. Teraz biedaczysko gdzieś przepadło, a Jarosław wrócił do tego co robi najlepiej, czyli dzielenia Polaków.