W końcu wszystkiemu winny jest przecież Donald Tusk!

Kto zawinił?

Trzykrotnie miałem okazję być na Stadionie Narodowym w Warszawie. Cóż z tego, skoro obejrzałem dwa mecze… Na mecz z Anglią, maszerowałem z innymi kibicami w strugach ulewnego deszczu. Nikt z nas nawet nie przypuszczał, że to spotkanie może się nie odbyć, bo przecież Narodowy – jeden z najpiękniejszych i najnowocześniejszych stadionów świata ma rozsuwany dach i opady mu nie straszne.

Jakie było nasze zdziwienie, kiedy po wejściu na stadion zobaczyliśmy otwarty dach i kompletnie zalaną murawę. Deszcz nie przestawał padać, a co jakiś czas spiker podawał kolejne komunikaty w sprawie meczu. Decyzję o jego rozpoczęciu musieli podjąć sędziowie. Dopiero  o godzinie 22.00 spiker poinformował , że spotkanie się nie odbędzie. 50 tysięcy kibiców przyjęło tą decyzję z wielkim oburzeniem. Już na stadionie zaczęła się dyskusja, kto jest winny kompromitacji. Kibice nie mieli co do tego żadnych wątpliwości i kilkakrotnie odśpiewali najpopularniejszą przyśpiewkę na polskich stadionach – j… PZPN!

Oczywiście zupełnie innych winowajców znaleźli politycy opozycji, którzy mecze oglądają z loży vipowskiej lub wcale. W końcu wszystkiemu winny jest przecież Donald Tusk! Najgłośniej grzmiał pierwszy kibic Jarosław, że to hańba, że skandal i ośmieszanie Polski na arenie międzynarodowej. I najważniejsze, że oczywiście premier Donald Tusk ma w obowiązkach służbowych zamykanie dachu! Inni znaleźli winowajczynię w osobie minister sportu. Rzecznik SLD  – Joński  (to ten wielki znawca najnowszej historii) uznał, że dach nie został zamknięty, bo według jego wiedzy pani minister jest w ciąży. Taki lewicowy ciąg przyczynowo-skutkowy…

Anglicy również nie zostawili suchej nitki na naszych organizatorach. Wkurzeni, nie bez złośliwości, nie mogli zrozumieć, że taki nowoczesny stadion, wydawałoby się niezatapialny, z powodu odkrytego dachu był pełen wody. Próbowaliśmy im tłumaczyć, że to decyzja FIFA i PZPN-u. Używaliśmy argumentów, że to wina konkretnych ludzi i że u nich też takie sytuacje się zdarzały, choćby na kortach Wimbledonu, gdzie mieli kłopoty z zamknięciem dachu i też musieli przełożyć zawody. Wytoczyliśmy nawet cięższe działa, że Titanic, też miał być niezatapialny i dobrze wiedzą, co się stało przez błąd człowieka.

Mecz z Anglikami rozpoczął się dopiero następnego dnia. Dopingowaliśmy naszą reprezentację, ile było sił. Ten remis wynagrodził nam wczorajszą złość  – trener i jego drużyna wzbudziła zaufanie. Teraz czekamy na kolejny mecz naszej reprezentacji, bo chyba rodzi się wreszcie silny zespół. Na pewno duży kredyt zaufania zaciągnął trener Fornalik. Wreszcie chyba mamy trenera „z jajami”, który nie boi się wygrywać i nie boi się rzucać na głęboką wodę niedoświadczonych piłkarzy.