Myślę, że może nadszedł właściwy czas na zastanowienie się, czy finansowanie olimpijskich przygotowań sportowców powinien się odbywać na koszt podatników.

Koszmar olimpijski

Rola kibica w kraju nad Wisłą jest nie do pozazdroszczenia. Po beznadziejnym występie naszych piłkarzy w Euro 2012, teraz jesteśmy świadkami kompromitacji polskiego sportu na londyńskiej olimpiadzie. Nie bójmy się tego powiedzieć. Nawet złote medale Zielińskiego i Majewskiego nie zmienią tego obrazu. Zapewne nasi sportowcy jeszcze coś dorzucą do skromnego dorobku polskiej ekipy (mam wielką nadzieję na sukces siatkarzy), ale niesmak po występie Polaków z pewnością pozostanie.

Wniosek nasuwa się sam – polski sport leży na łopatkach. Nasi sportowcy, w znakomitej większości, nie sprostali oczekiwaniom. Oczywiście, sport jest dziedziną życia, gdzie nie sposób niczego przewidzieć, a porażka jest wkalkulowana w wynik. Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że spora grupa naszych sportowców potraktowała olimpiadę niepoważnie i najzwyczajniej w świecie, zadrwiła sobie z kibiców. Może nie byłoby w tym nic bulwersującego, gdyby nie fakt, że w błoto wyrzuciliśmy ponad 130 mln złotych na przygotowania naszych orłów. Cóż, trzeba przyznać, że nasze medale wychodzą niebotycznie drogo…

Szczególny zawód sprawiły nam florecistki. Nasze panie, które od dawna przyzwyczaiły nas do tego, że medal mają „jak w banku”, tym razem zebrały srogie baty i po cichutku wróciły do kraju. Londyńska olimpiada to kres m.in. „Dominatora” Adama Korola i jego kolegów, chociaż przed jego osiągnięciami trzeba ściągać czapki z głów i żałować, że nie zwieńczył wspaniałej kariery kolejnym olimpijskim krążkiem. Natomiast w przypadku Otylii Jędrzejczak, Moniki Pyrek, czy Sylwii Gruchały, mam wrażenie, że zwyczajnie nasze piękne panie nabiły kibiców w butelkę. Całe trio częściej można było podziwiać w idiotycznych programach telewizyjnych typu „Gwiazdy tańczą na lodzie”, czy na zdjęciach w kolorowych czasopismach dla panów, niż na sportowych arenach. Cóż, jak ktoś woli być celebrytą, to jego wybór. Ale dlaczego za pieniądze podatników?

Na całej linii polegli pływacy, dżudocy, żeglarze. Symbolem polskiego występu w Londynie zostanie chyba Agnieszka Radwańska. W ostatnim czasie byliśmy dumni w osiągnięć naszej tenisistki, która niespodziewanie wdrapała się na szczyty swojej dyscypliny. Mieliśmy więc pełne podstawy, aby liczyć na świetną grę Radwańskiej na londyńskich kortach. Tym bardziej, że rola chorążego polskiej ekipy, do czegoś w końcu zobowiązuje. Okazało się jednak, że „Isia” potraktowała olimpiadę, jak pokazowy występ na Bermudach… Bez większego wysiłku i ambicji, poległa z kretesem i z rozbrajającą szczerością wyznała, że dla niej ważniejsze są tenisowe szlemy, niż występ olimpijski. Szkoda, że nikt nie powiedział o tym przed olimpiadą Rogerowi Federerowi, czy Serenie Williams, ale zapewne w ich przypadku świetny występ w Londynie, nie przeszkodzi im w wygrywaniu prestiżowych turniejów.

Myślę, że może nadszedł właściwy czas na zastanowienie się, czy finansowanie olimpijskich przygotowań sportowców powinien się odbywać na koszt podatników. Może zamiast topić pieniądze w przygotowania sportowców bez ambicji, lub co najwyżej z ambicjami bycia celebrytą, warto wydać je na rozwój sportu młodzieżowego, aby za 8-12 lat nie doświadczać takiego zawodu? Zamiast tego, ufundować bardzo pokaźne nagrody za udane występy dla zawodników, którzy powinni przygotowywać się na własny koszt i za pieniądze swoich sponsorów.  Wówczas na pewno nasze kajakarskie osady nie będą miały 35 kg nadwagi na pokładzie, a szermierze nie przegrają już z reprezentantem Senegalu.