Najbardziej zawiódł jednak Franciszek Smuda. Zawsze pozował na twardziela, a pękł, jak gumka w starych kalesonach. Selekcjoner kompletnie się pogubił i nie pomógł drużynie.

CZY LECI Z NAMI TRENER?

 

Balon nadziei i oczekiwań pękł z wielkim hukiem. Co prawda mamy jeszcze całkiem spore, przynajmniej teoretycznie, szanse na awans z grupy, ale poziom narodowego optymizmu spadł diametralnie. Nic dziwnego. Wczoraj cała Polska ściskała kciuki za biało-czerwonych i po pierwszych 45 minutach wydawało się, że wreszcie doczekaliśmy drużyny narodowej, która będzie rozdawała karty w największych piłkarskich imprezach.

W I połowie, aż przecierałem oczy ze zdumienia, widząc, jak nasi wręcz stłamsili rywali. Grecy kompletnie nie mogli sobie poradzić z szybką i agresywną grą Polaków. Mało tego – tak słabych Greków nie widziałem od lat. To była masakra – Drewnopoulos i spółka. Niestety w drugiej połowie miałem wrażenie, że naszym ktoś odciął zasilanie… Zaiste szokująca metamorfoza. Szczęście, że udało nam się obronić remis… Gdyby ktoś w pierwszej połowie mi powiedział, że fartownie zremisujemy ten mecz, natychmiast dzwoniłbym po pogotowie.

Cóż, remis to dla nas porażka. Szanse jeszcze są, ale nie oszukujmy się –  z taką grą, najwyżej rozśmieszymy Czechów i Rosjan. „Sborna” wręcz zmasakrowała naszych południowych sąsiadów, choć ci grali dużo lepiej od… Greków. Oj, będzie się działo!

Denerwuje mnie jednak wieczne tłumaczenie polskich piłkarzy. Teraz jedną z przyczyn był zsunięty dach… Nie żartujmy. Zremisowaliśmy, bo na wysokości zadania nie stanęli dwaj ludzie, na których bardzo tego dnia liczyliśmy – bramkarz i trener. Pyskaty i pewny siebie Szczęsny dostał od losu lekcję pokory. Dwa razy był przy piłce i popisowo tyleż razy się ośmieszył. W efekcie czerwona kartka, rzut karny, a wcześniej wyrównująca bramka dla Grecji. Na szczęście okazało się, że mamy bramkarza, który bez rozgrzewki i meczowej koncentracji, potrafi grać na dobrym poziomie. A mówią, że Tytoń szkodzi…

Koszmarny dzień Szczęsnego może go dużo kosztować. Jego zmiennik, który chyba nawet nie myślał o występie na Euro, już jest bohaterem meczu. Jak równie dobrze zagra z Rosją, może już na dłużej nie wpuścić bramkarza Arsenalu do reprezentacyjnej bramki. Umarł król, niech żyje król. Oby!

Najbardziej zawiódł jednak Franciszek Smuda. Zawsze pozował na twardziela, a pękł, jak gumka w starych kalesonach. Selekcjoner kompletnie się pogubił i nie pomógł drużynie. Zobaczcie, jak losy meczu udanymi zmianami odmienił trener Greków. A nasz patrzył na to wszystko i patrzył… Dlaczego nie wpuścił na boisko szybkiego, jak błyskawica Grosickiego? Akurat on by mocno rozruszał niemrawych i wolnych rywali. A gdy już się w końcu zdecydował, sędzia odgwizdał koniec meczu.

Teraz przed nami konfrontacja o wszystko z Rosją. To dla nas będzie piłkarska Bitwa Warszawska. Porażka może nas kosztować utratę złudzeń. Oby więc trzeci mecz z Czechami nie był na biało-czerwonych meczem o honor…