Musimy zadać sobie pytanie, dlaczego nad Wisłą nie opłaca się inwestować w piłkarskie kluby?

Lechię w dobre ręce sprzedam

Od kilku tygodni kibice Lechii Gdańsk słyszeli o sprzedaży akcji klubu przez głównego udziałowca Andrzeja Kuchara. Biznesmen stanowczo zaprzeczał i wydawało się, że to klasyczna „kaczka dziennikarska”. Lecz oto na czwartkowej sesji rady miasta, prezydent Paweł Adamowicz poinformował, że nasza Lechia jest na zakręcie, a główny akcjonariusz chce sprzedać miastu, lub wskazanemu przez miasto podmiotowi swoje udziały za kwotę 10 mln złotych. Ta propozycja Kuchara z daleka pachniała szantażem – klasyczne – „kup pan cegłę!” Inna sprawa, że wrocławski biznesmen zdaje się mieć ochotę na zrobienie kolejnego interesu. Zadłużona Lechia nie jest towarem wartym taką kwotę. Pan Kuchar stał się właścicielem biało-zielonych za dużo mniejsze pieniądze, a dodać należy, że klub obciąża teraz blisko 11,5 mln złotych zadłużenia. Raczej nie należy się spodziewać, że ktoś wyłoży takie pieniądze. No, chyba, że Kuchar mocno spuści z ceny.

Paweł Adamowicz zaapelował do firm z naszego regionu, aby rozważyły wykupienie Lechii od Kuchara. Cóż, nie da się ukryć, jest to zadaniem bardzo karkołomnym. W dzisiejszych czasach wszystkie kluby ekstraklasy są bardzo zadłużone. Nawet te, które mają bogatych właścicieli i prawie pełne stadiony. Musimy zadać sobie pytanie, dlaczego nad Wisłą nie opłaca się inwestować w piłkarskie kluby? Dlaczego na mecze naszej ekstraklasy przychodzi tak mało kibiców i czy piłkarze, których chce oglądać znikoma garstka fanów powinni zarabiać krocie?

Jeżeli nie zaczną u nas obowiązywać prawa rynku, to za chwilę do Lechii Gdańsk, Polonii Warszawa, czy Legii, dołączą inne kluby na sprzedaż. Na zapleczu ekstraklasy jest równie źle. Ciągłe zmiany właścicieli nie mogą służyć rozwojowi polskiej piłki. Pamiętamy takich ludzi, którzy pojawiali się na chwilę w piłkarskich klubach – Antoni Ptak, Sabri Bekdas, Bolesław Krzyżostaniak, czy  Janusz Romanowski. Wizje były wielkie, a skończyło się, jak zwykle. Po chwilowym kaprysie, biznesmeni chyłkiem wycofywali się z klubów, pozostawiając po sobie najczęściej spaloną ziemię. Aby rozwijać polską piłkę potrzeba stałych inwestorów, a nie chwilowych entuzjastów. Ale na bok smutki!  Mamy za kilka dni Euro 2012. Miejmy nadzieję ze ta impreza będzie promocją Polski i światowej piłki.