Kazimierz Górski przewraca się w grobie. On nigdy nie poniósł sześciu porażek z rzędu

Piłkarskie bagienko

Gdybym bym młodym człowiekiem, z pewnością po lekturze naszych gazet, czy portali internetowych, nie zostałbym piłkarskim kibicem. Z jakiego powodu? Otóż nasi dziennikarze już od dawna nie zajmują się pozytywną stroną futbolu. Niewiele można poczytać o pięknych golach, wspaniałych akcjach, czy fantastycznej formie piłkarzy. Pełno natomiast informacji plotkarskich, po których aż odrzuca od futbolu…

Czym bowiem zajmują się nasi dziennikarze? Poczytajmy… Madej nie chce grać u Lenczyka. Mila już dawno chciał dać nogę ze Śląska. W Lechii nie chcą trenera, bo nie dość, że z Gdyni, to jeszcze świadkuje w sprawie korupcji…  Czy Arka odpuści mecz Pogoni? Zwłaszcza, że biedni kopacze, raczej nie przynoszący chwały żółto-niebieskim barwom, aż 2 miesiące nie widzieli wypłaty… I tak na okrągło!

Jak tu zachęcać młodzież do sportu? Jak ściągnąć na nasze piękne obiekty całe rodziny kibiców, skoro w powszechnym obrazie nasza „kopana” to tylko korupcja, chamstwo, syf i pół kilometra mułu? Nie winię za ten obraz rzeczy jedynie dziennikarzy. Nie można mieć do nich o to pretensji, zwłaszcza, że sami piłkarze się nie szanują. Piłkarzyki z Lecha świętowały 4 miejsce w lidze (zaiste wielki sukces przeinwestowanego zespołu grającego na świetnym stadionie przy tłumie kibiców), śpiewając chamskie, kibolskie piosenki o Legii. Podobnie inne nasze gwiazdy ze Śląska Wrocław. To rzeczywiście prawdziwy powód do naśladowania. Piłkarze, jedni z lepszych w naszym kraju, pokazują młodym ludziom, że są takimi samymi idiotami, jak demolujący stadiony kibole. Przykre…

Inny były idol piłkarskiej Polski brzydzi się koszulką reprezentacji, w której występował wiele razy i dostarczał nam nie lada wzruszeń. Nie będzie kibicował bowiem „drużynie hańby narodowej”. Przebrzmiały i sfrustrowany idol woli Polaka Podolskiego od Polaków Boenischa, Obraniaka, czy Perquisa. Nawet jeśli tak myśli, powinien te przemyślenia pozostawić dla siebie. Nie każda myśl jest bowiem warta upublicznienia. Jan Tomaszewski, bo o nim mowa, chyba w czasie swojej bogatej kariery zbyt często uderzał głową w słupek i mamy tego efekty. Nie tak dawno aż piał z zachwytu nad Emmanuelem Olisadebe, który z Polską miał mniej wspólnego, niż wspomniany tercet. Gdy czarnoskóry napastnik  zapewniał nam awans do mundialu w Korei i Japonii, Tomaszewski pocił się z emocji i nazywał go naszym „Czarneckim”. Wówczas koszulka z białym orłem go nie brzydziła. Wcześniej nie brzydziła Janka koszulka z orłem bez korony, w której grał. Nie brzydziły go także obściskiwania z towarzyszem Gierkiem i przynależność do PRON.

Dzisiaj dreszcz emocji wywołuje u niego inny Czarnecki – ten z PiS-u. Z tych emocji nazwał Jarosława Kaczyńskiego… Kazimierzem Górskim polskiej polityki. Oj, nasz wielki trener chyba przewraca się w grobie. On nigdy nie poniósł  sześciu porażek z rzędu…

Dobrze, że zbliża się Euro. Może ono odmieni naszą piłkę.