Pośle Jaworski, gdyby ktoś z PO oddał Stocznię Gdańską w strefę wpływów rosyjskich, aż się boję, co by Pan opowiadał w mediach ojca Rydzyka…

Bajtel z Włocławka

Znam dwie drogi do kariery i zapisania się na kartach historii. Pierwsza wiedzie przez ciężką pracę na rzecz obywateli. Druga droga to robienie rzeczy złych i niegodnych, dla poklasku lidera partii i ku uciesze żądnej krwi gawiedzi. Właśnie taką drogę obrał Bajtel z Włocławka, czyli poseł Andrzej Jaworski.

Uczepiony do „sukienki” arcybiskupa Głodzia i asekurowany przez swojego prezesa galopuje na oślep, rozdając razy. Ostatnio oświadczył, że wstydzi się lądować na lotnisku imienia Lecha Wałęsy…  Panie pośle, proponuję aby dla pańskiego samopoczucia zatkał pan sobie uszy i zasłonił oczy, bo i tak jest pan ślepy i głuchy. Lech Wałęsa to nasze dobro narodowe. Uznawany na świecie, uhonorowany przez komitet w Oslo nagrodą Nobla, a także dziesiątkami doktoratów honoris causa nadanych przez uczelnie o najwyższym prestiżu. Posiada honorowe obywatelstwa wielu polskich miast.  Nagrody i nadane zaszczytne tytuły są uznaniem jego ciężkiej pracy, nie tylko na rzecz wolnej Polski. Dzięki jego wytężonej pracy i zaangażowaniu, wiele narodów odzyskało niepodległość i dziś cieszy się wolnością.

To Lech Wałęsa za przyjaciół miał takie głowy państw jak Jan Paweł II, Ronald Reagan, Margaret Thatcher czy Vaclav Havel i wielu innych. Niech Pan sobie przypomni, Panie pośle, jak w 25 rocznicę przyznania Lechowi Wałęsie pokojowej nagrody Nobla, nie patrząc na pogodę i wiele obowiązków, przyleciał prezydent Francji Nicolas Sarkozy, aby osobiście złożyć mu życzenia i gratulacje. Drugim bardzo ważnym wydarzeniem był przyjazd duchowego przywódcy Tybetu – Dalajlamy, który też osobiście gratulował i cieszył się ze spotkania z Lechem Wałęsą. A Panu jest wstyd…

Panie pośle, nie chcę się nad Panem znęcać, ale jakim prawem wypowiada się Pan w taki sposób o człowieku, dzięki któremu ma Pan możliwość zasiadać w Polskim parlamencie, że przytoczę słowa pańskiej do niedawna klubowej koleżanki Beaty Kempy, „jako tłusty kot”? Pańskie dokonania w Gdańsku, a zwłaszcza w stoczni są powszechnie znane i zaszczytów Panu również nie przynoszą. Gdyby ktoś z Platformy oddał Stocznię Gdańską w strefę wpływów rosyjskich, aż się boję, co by Pan robił i co opowiadałby Pan w mediach ojca Rydzyka…

W Stoczni Gdańskiej zostały po Panu pamiątki. Pierwszy to długi z kontraktu dla niemieckiego armatora. Sam Pan wie, jak wielki…  A statek, który pan zakontraktował stoi do dziś blokując pochylnię. I takie są pańskie sukcesy… Dlatego proponuję na przyszłość więcej pokory. Wówczas uniknie Pan śmieszności.