Wykład Jerzego Borowczaka o technikach negocjacji w Szkole Wyższej ATENEUM

Jerzy Borowczak bardzo sobie ceni spotkania z młodzieżą. Tym razem poseł Platformy Obywatelskiej był gościem studentów gdańskiej Szkoły Wyższej ATENEUM, którym opowiadał o technikach negocjacji, zarówno w czasie strajku w 1980 roku, jak i w dzisiejszej polityce.

– Kiedy porównam dzisiejsze negocjacje z opozycją, czy związkami zawodowymi, widzę, jak ewolucja nastąpiła w Polakach – opowiada Jerzy Borowczak. – Kiedy strajkowaliśmy w Stoczni w 1980 roku, nikt nie lżył, czy nie gwizdał na przedstawicieli władzy. Mimo, iż byli to aparatczycy znienawidzonego przez nas systemu. Cały czas jednak rozmowy przebiegały w atmosferze szacunku i poszanowania. Dzisiaj to prawdziwa „wolna amerykanka”.

Studenci z Ateneum byli bardzo zainteresowani kulisami negocjacji. Nic więc dziwnego, że zasypywano Jerzego Borowczaka pytaniami.

– Jakie argumenty miała strona strajkująca w rozmowach z „władzą”?

– Przede wszystkim siłowe – mówił Borowczak – Stało za nami kilkanaście tysięcy strajkujących robotników Stoczni Gdańskiej im Lenina. Do tego stanęło szereg innych zakładów, a przed bramą naszego zakładu gromadziło się około 20 tysięcy osób. To musiało robić wrażenie i byliśmy tego świadomi. Oprócz argumentów siłowych nie mieliśmy przecież innych. Nasze postulaty wynikały ze zbiórki postulatów z różnych zakładów.

– Czy liczyliście się z tym, że nie wszystko uda się przeforsować?

– Oczywiście! Dla nas najważniejszy był postulat o zalegalizowaniu Wolnych Związków Zawodowych. To był w zasadzie jedyny postulat, od którego byśmy nie odstąpili. Wiedzieliśmy, że deklaracje komunistów i zgoda na nasze postulaty byłyby nic nie warte, jeśli nie powstała by organizacja, która miała by pilnować jej przestrzegania. Poza tym stawialiśmy żądania w znacznej mierze demagogiczne. Wiedzieliśmy, że Polska nie jest na tyle bogatym krajem, aby zgodzić się na wielkie podwyżki itp. Działaliśmy jednak celowo, licząc na to, że doprowadzimy tym samym do bankructwa systemu komunistycznego.

– Jak ważna była rola mediatorów w waszym strajku? Czy bez nich osiągnęlibyście sukces?

– Z pewnością nie. Początkowo sam byłem przeciwny wpuszczaniu na teren stoczni inteligentów z Warszawy. Bałem się, że nas „sprzedadzą”, że nakażą większą uległość wobec władzy. Później przekonałem się,  że bez nich byłoby dużo trudniej. Tadeusz Mazowiecki, Jadwiga Staniszkis, czy Andrzej Stelmachowski i inni udzielili nam nieocenionej pomocy. Oni wiedzieli, jak negocjować z władzą, my nie.

– Wielu z pańskich kolegów ze stoczni było za siłowym rozwiązaniem i nie chciało miękkich negocjacji z władzą.

– To prawda. Początkowo ja również do nich należałem. Wydawało mi się, że z komunistami można rozmawiać jedynie używając argumentów siły. To Lech Wałęsa przekonywał do działań ewolucyjnych i jak się okazało, miał rację. Mnie również przekonał. Cóż, wielu jednak uznało, że negocjacje są prowadzono miękko i uznało nas wręcz za zdrajców. Uważam jednak, że dobrze się stało, jak się stało. Dość było przelanej polskiej krwi i lepiej było załatwić sprawy na drodze pokojowej ewolucji. Tym bardziej, że gdzieś w podświadomości obawialiśmy się wariantu węgierskiego i interwencji wojsk radzieckich. Były przecież i takie plany, aby pacyfikować stocznię… Najbardziej wkurza mnie jednak, gdy jesteśmy krytykowani przez ludzi, którzy wyjechali wówczas z kraju. Ja również podczas przesłuchania na SB mogłem za podpisanie lojalki otrzymać paszport i bilet w jedna stronę – z kraju. Nie skorzystałem jednak, bo uważałem, że moje miejsce jest tutaj i o wolną Polskę trzeba walczyć w kraju. Byli tacy, co wyjechali do Niemiec, USA, czy Australii. Im łatwo było na falach Radia Wolna Europa, czy prasy polonijnej nas krytykować i wyzywać od zdrajców.

– Na czym polegał konflikt Andrzeja Gwiazdy i Anny Walentynowicz z Lechem Wałęsą?

– Przede wszystkim był to spór ambicjonalny. Wielu opozycjonistów, tak po ludzku, nie mogło znieść, że Wałęsa stał się idolem tłumów. Widziałem, jak Gwiazda „gotował się” ze złości, gdy Lech udzielał wywiadów, czy przemawiał do strajkujących. Sądzę, że wielu naszych kolegów z Solidarności później często stawało przeciw Wałęsie z czystej przekory i zazdrości.

 

Na drugą część lekcji historii i negocjacji, Jerzy Borowczak zaprosił studentów Ateneum na wystawę „Drogi do wolności”.