Lechia, mimo zmiany trenera gra tragicznie. Ostatnie dwa spotkania ze słabymi – Cracovią i ŁKS-em, chcemy jak najszybciej wyrzucić z pamięci

Aby do  Euro…

Oglądanie ostatnich popisów piłkarzy gdańskiej Lechii powoduje ból zębów. Nic dziwnego, że krytyków gry biało-zielonych przybywa. Najbardziej otwarcie krytykuje włodarz naszego miasta –  Paweł Adamowicz, zarzucając władzom Lechii i operatorowi stadionu brak pomysłu na zagospodarowanie PGE Areny. I nie trudno prezydentowi odmówić racji. Stadion przynosi straty, a do tego jest mocno niewykorzystany. Nie tak to sobie wyobrażaliśmy…

Jakby tego było mało, nasza Lechia, mimo zmiany trenera gra tragicznie. Ostatnie dwa spotkania ze słabymi – Cracovią i ŁKS-em, chcemy jak najszybciej wyrzucić z pamięci. Gdzie mamy zdobywać punkty jeśli nie z drużynami, które okopują ostatnie miejsca w tabeli? Aż strach pomyśleć i trzeba odpukać w niemalowane, że Trójmiasto może nie mieć drużyny w ekstraklasie, kiedy w Gdańsku będą rozgrywane mecze Mistrzostw Europy.

Co można zrobić, aby uniknąć sytuacji Arki Gdynia, która okupuje środek tabeli w 1 lidze i chyba na dłużej ugrzęzła na zapleczu ekstraklasy?  Wielu z nas zadaje sobie pytanie, dlaczego nasze drużyny stawiają sobie za cel tylko utrzymanie w lidze? Tak w Gdyni, jak i w Gdańsku posiadamy nowoczesne obiekty sportowe. Arka ma możnego sponsora w postaci Ryszarda Krauze, a nasza Lechia jest sponsorowana  przez najbogatszą firmę na Wybrzeżu –  Lotos.  Lechia Gdańsk ma podobny budżet do innych klubów ekstraklasy, a mimo to nie widać efektów sportowych, które by satysfakcjonowały sponsorów,  reklamodawców,  jak również nas –  kibiców. Kibiców, których zresztą coraz mniej przychodzi na stadion, który może pomieścić blisko 44 tysiące widzów.  Jak tak dalej pójdzie, to biało-zieloni będą musieli wrócić na Traugutta, bo gra jednym z najpiękniejszych stadionów na świecie wyraźnie ich przerasta. Co więcej, klubu nie będzie stać na ten luksus. Tylko, co wówczas dalej z PGE Areną?

Na zakończenie, jedna konkluzja. Po raz kolejny polskie zespoły klubowe rozpoczęły piłkarską wiosnę od odpadnięcia z europejskich rozgrywek. Od wielu lat kluby i ludzie piłki wskazują na to, że niewłaściwie funkcjonuje piłkarski kalendarz. Dla naszych zespołów, mecze w europejskich pucharach to pierwsze spotkania w nowym roku. Tymczasem konkurenci są już w pełni rozgrywek ligowych, gdy kluby ekstraklasy jeszcze szlifują formę w Turcji, czy Tunezji… Czy PZPN nie może w końcu tego zmienić? Jest ogromne oczekiwanie na to, że po Euro 2012, minister sportu rozpocznie skuteczne działania, aby diametralnie zmienić zarządzanie polskim sportem. Wówczas nikt nas już nie będzie straszył odebraniem mistrzostw.