Wiek emerytalny musimy podnieść. Ale musimy to zrobić rozsądnie.

Jerzy Borowczak był gościem Zarządu Koła Emerytów i Rencistów działającego przy Wolnym Związku Zawodowym Pracowników Gospodarki Morskiej Gdańskiej Stoczni Remontowej. Dyskusja z emerytowanymi stoczniowcami była bardzo burzliwa. Dyskutowano o problemach nurtujących ludzi starszych – przede wszystkim o rentach i emeryturach oraz służbie zdrowia.

To najbardziej ambitna ustawa tego rządu. Zdecyduje ona o przyszłości kraju – przekonywał do rządowych zmian w systemie emerytalnym, Jerzy Borowczak. – Dzisiaj decydujemy o tym, czy będziemy za kilkanaście lat dopłacać dziesiątki miliardów złotych z budżetu na emerytury. Wiemy, że zmiana jest bolesna. Oznacza, że kobiety będą pracować o siedem lat dłużej, mężczyźni o dwa. Niewielkim pocieszeniem jest to, że cała Europa idzie w podobnym kierunku. To, co planują Polacy, zrobili już Niemcy, Wielka Brytania, Norwegia, Islandia, czy Hiszpania. Od podwyższania wieku emerytalnego nie ma ucieczki (chyba że chcemy sobie zafundować np. 28-proc. stawkę VAT). Nie przybywa dzieci, a długość życia będzie rosnąć. Od 2050 r. 65-letnia Europejka będzie żyć przeciętnie jeszcze 24 lata, czyli o 4 lata dłużej niż dziś. O 4 lata dłużej będą także żyć mężczyźni. Dziecko, które urodzi się w tym roku, będzie żyło w kraju 38-milionowym. Kiedy skończy studia, Polska będzie mieć aż o 2 mln mieszkańców mniej. A gdy zbliży się do sześćdziesiątki, nad Wisłą żyć będzie ledwie 31 mln Polaków.

ZUS w tej chwili jest winien przyszłym emerytom ponad 2 biliony zł. Te pieniądze mają zostać wypłacone ze składek kolejnych pokoleń. Problem w tym, że coraz mniej jest pracujących w stosunku liczby do emerytów – mówił Borowczak. –  W 2010 roku na jedną osobę w wieku emerytalnym przypadały 4 osoby w wieku produkcyjnym. W 2020 roku będą to już tylko trzy osoby, a w 2035 roku – zaledwie dwie. W roku 2060 więcej niż co trzeci Polak będzie miał ponad 65 lat, co ósmy – ponad 85 lat. Będzie to najwyższy odsetek seniorów w całej UE. Żaden system emerytalny nie wytrzyma takiego obciążenia, jeśli nie podniesiemy wieku emerytalnego. Zwłaszcza, że żyjemy dłużej, bo mamy lepsze warunki życia i pracy. Trzeba zrozumieć, że obecne zmiany mają uratować polski system emerytalny dla przyszłych pokoleń. Musimy to zrobić, tylko trzeba to zrobić z głową.

Wiele kontrowersji budzi również kwestia KRUS, do której również odniósł się poseł PO:

Dotąd nikt nie miał odwagi wziąć się za KRUS – mówił Borowczak – Jednak dokonamy tego, nawet przy sprzeciwie naszego koalicjanta. Jaka to bowiem uczciwość? Prowadzący działalność gospodarczą, płacą składki miesięczne do ZUS w wysokości 975 złotych. Rolnik płaci 345 złotych kwartalnie. Nawet taki rolnik, który ma setki hektarów ziemi, kilka ciągników i pokaźne konto w banku… Istnieje konieczność sprowadzenia obu ubezpieczeń do jednej instytucji. Oczywiście musimy również znaleźć rozwiązania, w takich przypadkach, gdy rolnika nie stać na płacenie składek.

Emerytowani stoczniowcy bardzo emocjonalnie dyskutowali z posłem Platformy. Jerzy Borowczak znalazł się pod krzyżowym ogniem pytań i cierpliwie odpowiadał na wiele ciekawych pytań z sali. Dużo kontrowersji budziła zwłaszcza sprawa podniesienia wieku emerytalnego.

Konieczne jest ustanowienie nowej listy ciężkich zawodów. Nie wyobrażamy sobie na przykład, spawacza, czy montera kadłubów okrętowych, biegających po rusztowaniach na statku w wieku 67 lat… Dla takich zawodów konieczne jest ustanowienie odrębnych przepisów – umożliwiające im odejście na emeryturę po przepracowaniu określonej ilości lat w ciężkich warunkach. Ktoś, kto nigdy nie ciężko nie pracował, nie wie, co to znaczy praca w takim zawodzie i to bez względu na pogodę. Kiedy dzisiaj spotykam kolegów-emerytów, którzy pracowali w takich warunkach w stoczni, żaden z nich nie jest zdrowy – mówili emeryci.

Z uczestnikami spotkania zgodził się w tej kwestii także Jerzy Borowczak – Taka weryfikacja zawodów musi zostać przeprowadzona. Trzeba faktycznie wyodrębnić zawody w szkodliwych warunkach. Górnik, to w końcu ten, który fedruje korytarze. Stoczniowiec, to osoba, która pracuje przy budowie statku. Kiedyś w stoczni pracowało 17 tysięcy osób. Mimo, że nie wszyscy byli zaangażowani w budowę statków, przysługiwały im wszelkie przywileje, związane z grupą zawodową. Dotyczyło to także pracownic kuchni, kadr, czy sekretarek…

Emeryci wskazywali również na społeczny sprzeciw przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego.

Wiemy, że związki zawodowe szykują się do masowych demonstracji. Jesteśmy tego świadomi – przyznawał Borowczak. – Czy zatem wyjściem jest referendum w tej sprawie? Nie! Referendum w sprawie dłuższej pracy przypominać będzie raczej sondaż: czy jesteś za tym, aby być młodym, pięknym i bogatym, czy starym, brzydkim i biednym. Wiadomo, że każdy wybierze to pierwsze. Władza w demokratycznym państwie musi podejmować trudne decyzje, często wbrew większości opinii publicznej. Propozycje związkowców, aby nic nie zmieniać, są bardzo atrakcyjne, tyle że nic nie mówią o kosztach zaniechań.

Emeryci wypowiedzieli również sporo gorzkich słów pod adresem ekipy rządzącej, w związku z zamieszaniem przy zmianie przepisów o refundacji leków.

Uważam, że źle się stało, że minister Ewa Kopacz, przeszła na inne stanowisko – oceniał Jerzy Borowczak. – Jestem zdania, że wprowadzenie nowych przepisów powinien koordynować minister, który nad nimi pracował. To wielkie zamieszanie związane z wprowadzeniem tej ustawy bardzo mnie zaskoczyło. W końcu ustawę przygotowywali lekarze. Lekarze dla lekarzy. Rekomendacja posłów wywodzących się z tego środowiska była więc wystarczająca. Uważam, że można to było przeprowadzić dużo lepiej. Zaszkodziła jednak zmiana ministra i kampania wyborcza. Teraz mamy aż 3 lata bez kampanii wyborczej, więc mamy dużo czasu na spokojną i merytoryczną pracę – zakończył Jerzy Borowczak.