Dzięki tej książce pryśnie mit, że polscy politycy, a szczególności ich żony mają bajeczne życie.

Książka Danuty Wałęsy jak cofnięty film

 

Od kilku dni w mediach trwa dyskusja na temat książki, którą napisała Danuta, małżonka pierwszego prezydenta wolnej Polski. Opisuje w niej historię swojego życia – szczerze i do bólu. Byłem jednym z pierwszych, który kilka lat temu namawiał Danusię, aby zabrała głos z pozycji żony i matki. Namawiałem ją dlatego, że o nas – działaczach antykomunistycznej opozycji  – zrobiono wiele filmów i napisano wiele artykułów. Nikt nie pamiętał jednak o  naszych matkach, żonach i narzeczonych, które musiały cierpieć katiusze, kiedy my byliśmy internowani, aresztowani i skazywani ma pobyt w więzieniach. To właśnie one musiały zadbać o rodzinny dom.

W swojej książce, Danuta Wałęsa opisuje, jak wyglądało jej życie w czasie, kiedy Lech Wałęsa walczył o wolną Polskę. Danusia ma rację, gdy pisze, że nie byliśmy romantykami, bo na pierwszym miejscu stawialiśmy działalność dla Polski, a nie sprawy rodzinne… Te zostawialiśmy naszym żonom. Dlatego wszyscy jesteśmy im wdzięczni za ich poświęcenie i wyrozumiałość. Dzięki nim, byliśmy spokojni, że nasze dzieci są pod bardzo dobrą opieką, co pozwalało nam prowadzić działalność polityczną i niepodległościową z pełnym zaangażowaniem, ale również ze świadomością, że robimy to kosztem naszej rodziny.

Lech Wałęsa pytany o książkę Danuty mówi krótko: „nie mów nikomu, co dzieje się w domu”. Nie zgadzam się z tym w kontekście działalności politycznej. Uważam, że dzięki tej książce pryśnie mit, że polscy politycy, a szczególności ich żony mają bajeczne życie. Wiele razy spotykałem się z ludźmi, którzy wyrażali zazdrość takim osobom jak Danuta Wałęsa, czy innym kobietom, które za męża mają polityka. Wiele razy od własnej żony słyszałem te zarzuty, które w książce przytacza Danuta. Zdaje sobie jednak sprawę, że gdyby Lech Wałęsa był romantykiem, na wolną Polskę czekalibyśmy wiele lat.