Czy dopiero wtedy, kiedy upadnie kolejny dyktator obalony przez własny naród, nazwą go przestępcą i zbrodniarzem?

Upadek dyktatora

Aż 42 lata rządził Libią dyktator Muammar Kaddafi, który sam sięgnął po władzę w krwawym przewrocie. Wydawałoby się, że rewolucjoniści, którzy zdobywają władzę dzięki przemocy, będą zabiegać o to, aby oddawać ją w demokratyczny sposób. Podczas rewolucji głoszą bowiem hasła wolności jednostki i narodu, co przysparza im popularności w opinii międzynarodowej.

Kaddafi wielokrotnie spotykał się z przywódcami innych państw. Był przyjmowany, jako przywódca Libii. A przecież wiemy, że władzę zdobył poprzez przewrót wojskowy, odsuwając od władzy innego, ale podobnego do siebie tyrana narodu libijskiego. Dzisiaj chciałbym zapytać przywódców państw demokratycznych – np. Silvio Berlusconiego  – czym się kierował spotykając się z tym potwornym człowiekiem? Czy tylko korzyściami finansowymi? Czy pomyślał, że podejmując tego nieludzkiego satrapę, uwiarygodniał go w opinii światowej, czym opóźniał walkę Libijczyków z jego reżimem?

Jak się okazuje, można być przestępcą i zbrodniarzem, a jednocześnie być przywódcą państwa. Można nim być, tylko dlatego, że politycy niektórych krajów gotowi są dla zysku wspierać przywódców, którzy za nic mają demokrację i prawa człowieka. Tak się dzieje, co z przykrością stwierdzam jeszcze w wielu innych krajach. Zadaję sobie pytanie, co politycy mogą zrobić dla przestrzegania praw człowieka w Korei Północnej, czy na Kubie? Libijczycy przy pomocy NATO mogli obalić dyktatora. Jakiej pomocy mogą się spodziewać inne narody dzisiaj zniewolone? Czy światowi przywódcy na pierwszym miejscu postawią prawa człowieka, czy zyski ekonomiczne?

Takie pytania możemy zadać, tylko śmiem wątpić czy dostaniemy odpowiedz, przywódcom Stanów Zjednoczonych i Rosji, bo przecież te dwa państwa nadają ton polityce światowej. Bez pomocy Rosji nie utrzymałaby się dyktatura zwalczająca siły demokratyczne na Białorusi. Również przywódcy USA nie są zdecydowani w zwalczaniu dyktatur w krajach, z którymi współpracują. Pytam, czy musi dojść do takich sytuacji, jak w Egipcie, Tunezji, czy Libii, aby demokratyczny świat zdecydowanie opowiedział się po stronie narodów dążących do niepodległości? To, co dzieje się dzisiaj w Syrii, każe zadać sobie pytanie, co robią przywódcy demokratycznego świata?  Czy dopiero wtedy, kiedy upadnie kolejny dyktator obalony przez własny naród, nazwą go przestępcą i zbrodniarzem?