Kiedy słyszę żądania, aby zdejmować krzyże z miejsc publicznych, mówię stanowcze NIE

Każdy z nas niesie swój krzyż

33 lata temu, 16 października 1978 roku, Karol Wojtyła został wybrany na papieża. Mieliśmy wówczas w  kościele katolickim dwóch pasterzy cieszących się wielkim szacunkiem nie tylko katolików, ale i świeckich. Prymas Kardynał Wyszyński w Polsce, a Karol Wojtyła papież na tronie piotrowym dbali o to, aby polskie przemiany dokonywały się na drodze ewolucji i w miłości do bliźniego. Niestety w maju 1981 roku, po ciężkiej chorobie umarł Prymas tysiąclecia, kardynał Wyszyński,  a my – katolicy i cały kościół zwróciliśmy swe modlitwy i nadzieje w stronę polskiego papieża w Rzymie.

To, co wydarzyło się  podczas całego pontyfikatu Jana Pawła II miało olbrzymi wpływ na ewolucyjne przemiany w Polsce. Z utęsknieniem czekaliśmy na pielgrzymki papieża do Polski. Kiedy nie mogliśmy jeszcze mówić otwarcie, to On mówił o nas i za nas. Kiedy przybył w pielgrzymce na gdańską Zaspę podkreślał, że „nie ma wolności bez solidarności”. Osobiście nie mogłem uczestniczyć w tym spotkaniu z papieżem, ponieważ władze komunistyczne uznały że moje pozostawanie na wolności zagrażało by bezpieczeństwu Jana Pawła II.

Tę niepowetowaną stratę wynagrodził mi prezydent Lech Wałęsa, zabierając mnie wraz z moją małżonką na prywatną audiencję z  Janem Pawłem II. Miałem wielką przyjemność podczas tej audiencji rozmawiać z Ojcem Świętym. Wspominam dzisiaj przy okazji tej rocznicy Jana Pawła II, gdyż w naszym kraju do głosu dochodzą politycy, którzy chcieliby usunąć krzyż z publicznej przestrzeni. Zastanawiam się czy możliwe by było nasze zwycięstwo w sierpniu bez mszy odprawianych przez prałata księdza Henryka Jankowskiego, oraz bez poparcia Jana Pawła II, który w liście do prymasa Wyszyńskiego poparł strajkujących robotników. Także w stanie wojennym, kiedy siedzieliśmy w więzieniach, wieszaliśmy krzyże w naszych celach, mimo, że za to czekała nas kara. To krzyż pozwalał nam przetrzymać ciężkie dni stanu wojennego. Wokół krzyża spotykaliśmy się zawsze, kiedy  pozostawała tylko nadzieja. Dlatego dzisiaj, kiedy słyszę żądania, aby zdejmować krzyże z miejsc publicznych, mówię stanowcze NIE. Nie zgadzam się, aby politycy, chcący walczyć z Jarosławem Kaczyńskim i jego PiS-em, używali krzyża, jako pretekstu.