Solidarność i rozwaga – rozmowa z Jerzym Borowczakiem

Po raz pierwszy w poselskich ławach zasiadł w latach 2000-2001. Wówczas, reprezentując  AWS, wszedł do Sejmu w miejsce zmarłej Franciszki Cegielskiej. Później skupił się na gdańskim samorządzie i był radnym miasta Gdańska. Startował także w ostatnich wyborach parlamentarnych, jednak  nie uzyskał wystarczającego poparcia. Niespodziewanie w ubiegłym roku Borowczak musiał zrezygnować z mandatu radnego, po to by ponownie zasiąść w Sejmie i ponownie – jak wcześniej – na rok. Tym razem zajął miejsce Sławomira Nowaka, który został ministrem w Kancelarii Prezydenta.

– Można zaryzykować twierdzenie, że kadencja Jerzego Borowczaka była krótka, ale bardzo intensywna.

– Myślę, że tak. Starałem się po prostu, jak najlepiej wykorzystać tę szansę. Wchodząc do Sejmu w czasie trwania kadencji nie ma wielkich szans na odegranie znaczącej roli w polityce, czy wejście do spektakularnych i medialnych komisji. Można natomiast wykazać się na innym polu.

– Z których dokonań poselskich jest Pan najbardziej zadowolony?

– Przede wszystkim z zatrzymania źle przygotowanej ustawy o spółdzielczości mieszkaniowej, która w procedowanej formie likwidowałaby w praktyce tę formę własności. To był iście heroiczny bój, bowiem w klubie PO istniała ogromna presja za przyjęciem tej ustawy. Fakt, iż ów projekt był autorstwa mojej partyjnej koleżanki, zadania mi nie ułatwiał. Cieszę się jednak, że udało się w końcu wyrzucić go do kosza.

– Zatrzymanie bubla legislacyjnego to tylko odroczenie egzekucji na spółdzielczości mieszkaniowej.

– To prawda. Potrzebna jest nowa ustawa i nie ukrywam, iż mam zamiar podjąć się jej napisania. Mam duże wsparcie trójmiejskich spółdzielców i wierzę w to, że można wypracować takie przepisy, które będą kompromisem pomiędzy oczekiwaniem lokatorów i spółdzielców. Nowa ustawa musi z jednej strony chronić bowiem mieszkańców spółdzielni – szczególnie w tych spółdzielniach, gdzie zagnieździła się patologia. Są bowiem takie przypadki, że lokatorzy są okradani, a ich majątek zarządzany w sposób niewłaściwy. Takie spółdzielnie muszą upaść, a jej członkowie zyskać możliwość łatwego wyodrębnienia się z ich struktur. Z drugiej strony nie możemy z założenia likwidować spółdzielczości mieszkaniowej, do czego dążyła pani Staroń. Dobre spółdzielnie muszą spokojnie funkcjonować. Pozwólmy więc spółdzielcom decydować o sobie samych.

– W czasie krótkiej kadencji zrobił Pan również wiele dla ratowania zabytków w województwie pomorskim

– Dzięki moim interwencjom udało się pozyskać ponad 700 tysięcy złotych dotacji na renowację gdańskich zabytków. Niestety na skutek dziwnych decyzji i błędów Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków mogliśmy utracić te środki. Do sukcesów mogę zaliczyć również powołanie z mojej inicjatywy Sejmowego Zespołu ds. Ochrony Zabytków. Dzięki temu możemy zrobić wiele dla ratowania naszego dziedzictwa. Niestety nie udało mi się wywalczyć dotacji na ratowanie zabytkowego kościoła szachulcowego w Gnojewie na Żuławach. To bardzo piękny obiekt, który znajduje się w opłakanym stanie. Wydane już ponad 800 tysięcy złotych na jego ratowanie, jest jedynie kroplą w morzu. Właśnie ten obiekt i remont mostów tczewskich są moimi priorytetami na kolejną kadencję.  W kwestii ochrony zabytków jest wiele do zrobienia. Potrzebne są przepisy regulujące kompetencje Wojewódzkich Konserwatorów Zabytków, a także utrzymanie zerowej stawki VAT na prace konserwatorskie.

W swoim programie wyborczym nie ucieka Pan również od spraw gospodarczych. W wielu debatach publicznych pojawia się temat zaległości podatkowych, zatorów płatniczych między kontrahentami i częstych problemów z płynnością finansową naszych firm. Czy zrezygnowanie z memoriałowej metody odprowadzania podatków na rzecz kasowej nie byłoby krokiem w kierunku rozwiązania tych problemów?

Z pewnością byłoby to dobrym krokiem. Wielokrotnie przedsiębiorca wykonujący usługę lub dostarczający produkt ma problem: wystawił fakturę, więc musi odprowadzić podatek. Nikogo nie interesuje, że faktura nie została opłacona. Staje więc przed dylematem, czy oddać daninę fiskusowi, czy wypłacić wynagrodzenie pracownikom. Tymczasem kontrahent, który nie zapłacił, ma koszty na fakturze, mimo, że ich nie poniósł.

– Czy więc rozliczenie podatków w chwili uregulowania należności nie byłoby bardziej sprawiedliwe i efektywne?

– Bez wątpienia tak. Z pewnością miałoby to duży wpływ na skrócenie terminów płatności. Dotyczy to zwłaszcza dużych kontrahentów, wykorzystujących swoją sytuację na rynku. Doskonale zdaję sobie sprawę, że jest to postulat 99% przedsiębiorców w naszym kraju.

– Kolejnym problemem, który podniósł Pan w swoim programie wyborczym  jest szkolnictwo zawodowe.

– To jest bardzo ważny problem, którego nie wolno nam lekceważyć. Mam wiele sygnałów od rzemieślników i pracodawców, którzy biją na alarm w tej kwestii. Problemów jest wiele. Nie można biernie patrzeć na coraz większą liczbę likwidowanych zakładów rzemieślniczych, sklepów spożywczych i likwidację szkolnictwa zawodowego. Bez wsparcia rządu, bez programu rozwoju szkolnictwa zawodowego i bez jakiejś sensownej koncepcji zabezpieczenia miejsc pracy w istniejących zakładach produkcyjnych, będziemy obserwować upadek polskiego rzemiosła. Nie możemy dopuścić do tego, aby międzynarodowe korporacje, wspierane przez rządy własnych państw, doprowadziły swoją zakulisową polityką do zawładnięcia polskiej gospodarki.

– Nasi zachodni sąsiedzi mają przygotowane specjalne programy aktywizacji zawodowej młodych i szkolnictwa zawodowego.

– Właśnie! Dlatego nie dziwmy się, że nasi sąsiedzi kuszą polską młodzież. Niemieckie Izby Rzemiosła, wspierane rządowymi dotacjami, proponują polskim uczniom gimnazjum naukę zawodu, języka i gwarancję przyszłej pracy w tym kraju. Warunki są kuszące, bo stypendia są 10-krotnie wyższe niż całkowita dotacja MEN, jaką otrzymują polskie szkoły… Masowy odpływ młodej, wyszkolonej w Polsce kadry, to najgorsze z możliwych rozwiązań. Większość z tych młodych ludzi nigdy wróci do Polski.

– Jak więc temu zaradzić?

– Ostatnie decyzje o wstrzymaniu dofinansowania do praktycznej nauki zawodu, brak reformy szkolnictwa zawodowego, brak przejrzystych reguł działalności gospodarczej, zbyt sformalizowany dostęp do środków unijnych – to wszystko uniemożliwia rozwój wszystkich sfer polskiego rzemiosła. To jednocześnie „woda na młyn” zagranicznych inwestorów, którzy jako jedyni korzystają na upadku naszych rodzimych firm, otrzymując często nawet od polskiego rządu ulgi i preferencje, nieosiągalne dla nas, Polaków. To trzeba natychmiast zmienić, jeśli nie chcemy obudzić się z ręką w nocniku! Nie ukrywam, że jest to jedna z rzeczy, którą chciałbym się zająć w przyszłej kadencji Sejmu, o ile dane mi będzie w nim zasiadać. Ogarnia mnie bowiem prawdziwe przerażenie, widząc, co się dzieje. Działania, o których mówię muszą zostać podjęte, wymagają natychmiastowych reakcji i decyzji. Marazm polskich urzędów nie gwarantuje nawet zatrzymania niemieckich akcji propagandowych.