Wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich nieudanych strajków. Aby zwyciężać musimy być wszyscy razem – studenci, robotnicy i inteligencja.

Zbliża się 31 rocznica podpisania przez Lecha Wałęsę w Stoczni Gdańskiej porozumień sierpniowych. Pamiętam tamten entuzjazm ludzi w stoczni, ale również tych, którzy dopingowali strajkujących przed historyczną bramą nr 2. I o to dzisiaj, kiedy przygotowujemy się do świętowania rocznicy pojawia się problem. Kto i kogo zaprasza na tę uroczystość. Przypominam, że od paru lat rocznica porozumień sierpniowych jest świętem państwowym.

Organizatorem uroczystości w Gdańsku są: Komisja Krajowa Solidarności, Marszałek Województwa, Prezydent Miasta Gdańska i Zarząd Regionu Solidarności. Organizatorzy przyjęli zasadę, że zapraszają najwyższe władze państwowe – prezydenta, premiera, marszałka sejmu i senatu, natomiast nie zapraszają przywódców partii politycznych.

Oznacza to, że nie będzie zaproszenia dla przewodniczącego PiS Jarosława Kaczyńskiego, ale będzie, jak sądzę, zaproszenie dla posła Jarosława Kaczyńskiego.  Niepotrzebnie więc moi związkowi koledzy ze Stoczni Gdańskiej wprowadzają kolejne napięcia. Pamiętamy je szczególnie podczas poprzedniej rocznicy, którą świętowaliśmy w Gdyni.  Jarosław Kaczyński, prezes PiS, próbował wmówić nam, uczestnikom strajków, że to on i jego śp. brat Lech byli głównymi twórcami tych porozumień i bronili ich przed śp. Bronisławem Geremkiem i Tadeuszem Mazowieckim.  Według Jarosława mieli oni bowiem wpływać na strajkujących, aby byli bardziej ulegli komunistycznej władzy. Na szczęście w hali była sygnatariuszka porozumień sierpniowych – Henryka Krzywonos-Strychalska, która w jakże kwiecisty sposób używając słów „ krew jaśnista mnie zalewa” powiedziała: „ Panie Jarosławie przecież pana w stoczni nie było a Lech nie był doradcą komitetu strajkowego, niech Pan nie kłamie, niech Pan nie niszczy pamięci o Lechu”. I tak po uroczystości obchodów 30 rocznicy pozostał niesmak. Być może, po katastrofie smoleńskiej trzeba było odwołać te uroczystości…

Często wracam myślami 31 lat wstecz, kiedy od 8 sierpnia 1980 roku wraz z Lechem Wałęsą, Bogdanem Borusewiczem, Ludwikiem Prądzyńskim i Bogdanem Felskim przygotowywaliśmy strajk w Stoczni Gdańskiej. Uczyniliśmy to w obronie zwolnionej z pracy działaczki Wolnych Związków Zawodowych, Anny Walentynowicz. Do dzisiaj mam w pamięci naszą wielką solidarność z drugim człowiekiem. W czasie strajku prowadziliśmy negocjacje z komunistami, ale były one prowadzone w jakże kulturalny sposób. Mimo, że w stoczni było kilkanaście tysięcy ludzi, nikt nikomu nie ubliżał i nikt nikogo nie obrażał. Mówiliśmy sobie wtedy w stoczni, że nie udało się robotnikom Poznania w 1956 roku, nie udało się studentom w 1968 roku i stoczniowcom w 1970 roku. Powód był jeden – nie było solidarności między grupami społecznymi.

W sierpniu, w Stoczni Gdańskiej kiedy rodziła się Solidarność, był elektryk Lech Wałęsa, był inżynier Andrzej Gwiazda, literat Lech Bądkowski, reżyser światowego formatu Andrzej Wajda, aktorzy teatru Wybrzeże, ale również studenci gdańskich uczelni jak Aram Rybicki, Donald Tusk, Maciek Grzywaczewski i wielu innych. Wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich nieudanych strajków. Aby zwyciężać musimy być wszyscy razem –  studenci, robotnicy i inteligencja.