Dziennik Bałtycki – WYBORY 2011: Jerzy Borowczak

Dziennik Bałtycki Ewelina Oleksy

2011-08-10 10:59:48, aktualizacja: 2011-08-10 11:02:29

WYBORY 2011: Jerzy Borowczak zastąpił Sławomira Nowaka, teraz liczy, że sam wygra mandat

Jerzy Borowczak, przez przyjaciół zwany „Borówą”, to poseł Platformy Obywatelskiej. Jest członkiem dwóch sejmowych komisji – Odpowiedzialności Konstytucyjnej oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Mijająca kadencja jest drugą w jego karierze politycznej.

Po raz pierwszy w poselskich ławach zasiadł w latach 2000-2001. Będąc wtedy w barwach AWS, zajął miejsce zmarłej Franciszki Cegielskiej. Później skupił się na gdańskim samorządzie i był radnym miasta Gdańska. Startował w ostatnich wyborach parlamentarnych, ale zabrakło mu głosów. Jednak niespodziewanie w ubiegłym roku Borowczak musiał zrezygnować z mandatu radnego, po to by ponownie zasiąść w Sejmie i ponownie – jak wcześniej – na rok. Tym razem zajmuje miejsce po Sławomirze Nowaku, który został ministrem w Kancelarii Prezydenta.

Sejmowa kariera Borowczaka jest krótka, ale intensywna. To z jego inicjatywy powstała sejmowa Komisja ds. Ochrony Zabytków, której sam jest sekretarzem. Efekty? Dzięki interwencji posła udało się pozyskać blisko 700 tys. zł na ratowanie gdańskich zabytków. Pieniądze przeznaczono na remont prezbiterium bazyliki św. Brygidy oraz remont okien bazyliki Mariackiej. Ostatnio pochłonęła go walka w dziedzinie spółdzielczości mieszkaniowej. Poseł podjął się obalenia, jak uważa, źle napisanej i niewłaściwie przygotowanej ustawy o spółdzielczości mieszkaniowej, autorstwa… swojej partyjnej koleżanki Lidii Staroń. W praktyce jej zapisy doprowadzały do likwidacji spółdzielni w Polsce. Sprzeciwy Borowczaka doprowadziły do przerwania procedowania kontrowersyjnego projektu, a także do wprowadzenia w nim zmian, które są dla spółdzielni łagodniejsze w skutkach. Od tamtej pory poseł nieustannie spotyka się ze spółdzielcami – zarówno trójmiejskimi, jak i z terenu całego Pomorza. Mówi, że jeśli wyjdzie z tej batalii zwycięsko, będzie to jego największy sukces.

Mimo że sporo czasu spędza w Warszawie, nie zapomina o Gdańsku, z którym jest mocno związany. Zaangażował się m.in. w promowanie majowych wyborów do rad osiedli i dzielnic, osobiście nakłaniając m.in. mieszkańców, by w nich zagłosowali.

Jednak ostatnio głośno o nim było z powodu tzw. afery koszulkowej, w którą wplątał się w czerwcu ubiegłego roku, będąc jeszcze radnym. Na sesji w czerwcu, tuż przed wyborami prezydenckimi, Borowczak i pięciu radnych PO pojawili się w koszulkach z hasłem „Głosuję na Bronka”. Anarchistyczna grupa przyglądająca się wtedy obradom uznała to za skandal i zgłosiła policji jako prowadzenie nielegalnej na terenie urzędu agitacji. Sprawa trafiła do sądu, wyrok jeszcze nie zapadł. Ale w związku z tym, że w międzyczasie Borowczak został posłem, jego sprawę sąd potraktował oddzielnie – wyrok jeszcze nie zapadł, ale poseł, nie chcąc czekać na uchylenie immunitetu, zrzekł się go z tego powodu sam. – Nie zamierzam się chować za immunitetem – wielokrotnie podkreślał w wywiadach Borowczak. Jednak ciąganie po sądach było mu wyraźnie nie w smak.

Już po pierwszej rozprawie przyznał, że to był „niepotrzebny incydent” i że gdyby wiedział, gdzie zaprowadzi go koszulka, na pewno by jej wtedy na sesję nie ubrał. Uparcie jednak powtarza, że jego zdaniem do agitacji nie doszło, bo T-shirty były skrzętnie zakryte przez marynarki, przez co napisu w całości nie dało się odczytać. Po tragedii, do jakiej doszło w Norwegii pod koniec lipca, umieścił na swoim blogu wpis, który wśród wielu wzbudził kontrowersje: „Uważam, że powinniśmy zmienić ustawę o posiadaniu broni, aby każdy prawy obywatel mógł posiadać broń do ochrony siebie i swoich bliskich. Takie tragedie jak w Norwegii mogą się zdarzyć w każdym miejscu na świecie, również w Polsce”.

Pytany o to później w wywiadach zapowiedział, że jako poseł zamierza działać w sprawie zmiany przepisów. Aktualnie zamierza walczyć o poprawę przepustowości na objazdach wokół trójmiejskich inwestycji. – Po dwukrotnym przejechaniu przez trójmiejskie place budowy zrozumiałem, że droga do sukcesu usiana jest kolcami. A wcale nie musi tak być! – mówi Borowczak, który w sierpniu chce odbyć wiele spotkań w tej sprawie, podczas których będzie negocjował w imieniu kierowców o wdrożenie przez drogowców lepszych rozwiązań niż te obecne. Jako jeden z nielicznych posłów może się pochwalić stuprocentową frekwencją podczas posiedzeń. Na forum Sejmu głos zabrał 17 razy.

ROZMOWA Z JERZYM BOROWCZAKIEM:

Jestem dumny, że mogę pomagać ludziom

Jerzy Borowczak, przez przyjaciół zwany „Borówą”, to poseł Platformy Obywatelskiej. Jest członkiem dwóch sejmowych komisji – Odpowiedzialności Konstytucyjnej oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Mijająca kadencja jest drugą w jego karierze politycznej.

Z posłem Jerzym Borowczakiem rozmawia Ewelina Oleksy

Z czego jako poseł jest Pan najbardziej dumny?
Z tego, że mogę pomagać. Przez to, że jestem posłem, a także dlatego, że znam dużo ważnych osobistości, m.in. Lecha Wałęsę, udało mi się załatwić kilka rzeczy. Wśród nich jest sześć boisk orlik w dzielnicach Zaspa i Przymorze, zbudowanych właśnie za pieniądze sponsorów. Dumny też jestem z remontu oddziału dziecięcego w Szpitalu na ul. Nowe Ogrody. Z prośbą o pomoc w zdobyciu 1,5 mln zł na ten cel zadzwonił ordynator. Wtedy pojechałem do Piotra Solorza i powiedziałem:


„Kurde, zróbmy to!”. Po negocjacjach udało się go namówić, by się dołożył. Gdy byłem w tym szpitalu przed remontem, to się serce krajało, a teraz buzia się cieszy, bo wszystkie mamy mogą być przy dzieciach, a nie jak kiedyś na korytarzu. Zawsze, jak mogę poprosić fajnych ludzi o pomoc finansową na szczytny cel, to robię to.

Czy bycie posłem ułatwia czy utrudnia życie?
To nie ma znaczenia, bo myślę, że ludzie postrzegają mnie nie jako posła czy radnego Gdańska, tylko jako człowieka, któremu albo chcą pomóc albo nie. Do tej pory jednak z żadną odmową się nie spotkałem.

W Sejmie zasiadał Pan przez rok. Czy w tym czasie udało się nawiązać jakieś przyjaźnie?
Powiem szczerze, że nie mam tam czasu na koleżeństwo. Jak wspominam czasy mojej poprzedniej kadencji, to było hulaj dusza, piekła nie ma, a teraz wszystko jest poukładane.

Słyszałam, że pomimo młodego wieku jest Pan kombatantem wojennym…
W 1979 r. wyjechałem jako ochotnik na misję stabilizacyjną na Synaj. Generał Edward Wejner, który tam nami dowodził, odwiedził mnie w biurze poselskim i przyjął w poczet kombatantów misji pokojowych. Otrzymałem legitymację i odznakę. To było bardzo sympatyczne.
Walcząc o zmiany w ustawie o spółdzielczości mieszkaniowej postawił się Pan Lidii Staroń z PO. Krytykować partyjnych kolegów jest trudniej niż tych z PiS?
Dla mnie, zawodowego rewolucjonisty, zasada jest taka, że jeśli ktoś robi coś źle, to mu to mówię. I nieważne, czy to robi ktoś z PiS czy z PO. A ustawa autorstwa Lidii Staroń jest zła i brak jej dopracowania.

Czym się Pan będzie zajmował, jeśli tym razem nie uda się wejść do Sejmu?
Ja nie jestem zawodowym posłem i nie pobieram za posłowanie pieniędzy. Cały czas normalnie pracuję, a na czas wyjazdu do Warszawy biorę urlop bezpłatny. Robiłem już tak, będąc radnym Gdańska. Bycie posłem nie jest moim sposobem na życie, ale mam ambicję wygrać te wybory i zapewniam, że ci, którzy na mnie postawią, nie będą się mnie wstydzić. Jestem za długo, bo od 30 lat, w życiu publicznym, żeby mi teraz woda sodowa do głowy uderzyła.

Ósemka na liście przyniesie szczęście czy pecha?
To się okaże. Ale ja sobie to od razu skojarzyłem, że nasz najlepszy zawodnik i kapitan w Lechii Gdańsk gra z ósemką. Takie będzie moje zwycięstwo, jak Lechii granie. Jeszcze nigdy nie startowałem z ósemką, ale wywodzę się ze Spółdzielni Świetlik, gdzie naszym znakiem rozpoznawczym była ósemka. Wie pani, można sobie różne ideologie do tego dopisywać.