przywrócić wymarzoną przepustowość na objazdach wokół inwestycji drogowych

Polskie drogi są ostatnio wielkim placem budowy.  Napawa to optymizmem,  gdyż niedługo wszyscy odczujemy poprawę.  Będzie mniej korków, skróci się czas przejazdu do pracy, czy na wakacje. Będziemy mniej niszczyli swoje samochody na porządnych nawierzchniach. Czeka nas cywilizacyjny przeskok. Mimo to, na co dzień słychać  dużo utyskiwania. Czy Polacy tak lubią narzekać i nie dostrzegają  wielkiego rozwoju naszej infrastruktury drogowej? Postanowiłem przyjrzeć się temu problemowi bliżej. Po kilkunastu rozmowach ze znajomymi kierowcami  i po dwukrotnym przejechaniu przez trójmiejskie place budowy zrozumiałem,  że droga do sukcesu usiana jest kolcami. A wcale nie musi tak być!

Niezadowolenie z trwających inwestycji bierze się głównie z niedoskonałej, tymczasowej organizacji ruchu wokół  trwających inwestycji. Każdy inwestor czy wykonawca muszą sporządzić i uzyskać zatwierdzenie  projektu  lub planu  organizacji ruchu na czas budowy. Następnie musi zbudować tymczasowa nawierzchnię, właściwie ją oznakować i włączyć do ruchu. Niestety spełnienie wymagań formalnych przez inwestora nie zawsze idzie w parze ze spełnieniem oczekiwań kierowców,   którzy również w czasie budowy muszą sprawnie pokonywać swoje codzienne trasy. To, że plan tymczasowej organizacji ruchu zostanie pozytywnie zaopiniowany przez policję oraz  zatwierdzony przez  zarządcę drogi i ruchu, jak się okazuje wcale nie gwarantuje nam kierowcom, że nie wpadniemy w gigantyczne korki w okolicach budowy.

Jestem przekonany, że podczas realizacji inwestycji często brakuje myślenia funkcjonalnego: jak zapewnić maksymalną przepustowość objazdów i tymczasowych  dróg  technicznych?

W tym zakresie  apeluję do wszystkich  stron,  które mają wpływ na jakość tymczasowej organizacji ruchu:

Inwestor oczekuje, że wykonawca w krótkim czasie i tanio wybuduje dobrej jakości  nową drogę.  Tymczasem   w warunkach przetargowych na  budowę drogi powinien być umieszczany dodatkowy warunek, aby już w okresie budowy wykonawca zapewnił  pewną określoną przez inwestora  minimalną przepustowość  drogi  tymczasowej. W zależności od statusu budowanej drogi mamy wielu inwestorów:  wójt, burmistrz, prezydent, starosta, marszałek województwa, GDDKiA.  Zacznijmy zatem wymagać od nich, aby takie wymagania  umieszczali w warunkach przetargowych. Po jakimś czasie zauważymy, że jedne inwestycje są mniej, a inne bardziej uciążliwe. Niech nasi inwestorzy – urzędnicy zaczną konkurować w tym zakresie  o przychylność kierowców. Kierowcy niech interesują się, kto jest inwestorem danej drogi i niech zaczną oceniać, kto lepiej zadba o nich w okresie budowy drogi.  Będzie miło jeśli prezydent zadba o kierowców, swoich wyborców, również na etapie inwestycji.

Wykonawca. Często widać na objazdach,  że zwężenia tymczasowych dróg nie są uzasadnione ważnymi powodami. Bywają to często względy ekonomiczne gdyż wąska droga objazdowa jest zwyczajnie tańsza.  Są też inne powody: czasem robotnik drogowy krzywo umieści pachołki lub nie przesunie ich na czas. Skutek : kilkusetmetrowe korki. Proponuje aby inwestorzy uruchomili na największych budowach również  nadzór nad organizacją objazdów i egzekwowali od wykonawców utrzymanie niezbędnej przepustowości objazdów.

Policja i służby zarządzające ruchem. Podczas zatwierdzania planów  tymczasowej organizacji ruchu, służby te  powinny także  weryfikować  efektywność proponowanych rozwiązań.  Zastąpienie  trzech pasów  jezdni na obwodnicy pojedynczym pasem drogi objazdowej musi  skutkować korkami.    Takie wadliwe rozwiązania  nie powinny być zatwierdzane.

Za kilka tygodni powrót z wakacji, szkoła, wzmożony ruch na drogach. Wszystkim nam zacznie się na nowo spieszyć. Co zrobić abyśmy w Trójmieście od września nie utonęli w korkach? Planuję odbyć w sierpniu szereg spotkań w tej sprawie i negocjować w imieniu kierowców wdrożenie lepszych rozwiązań niż obecne. Może uda się naszym decydentom odpowiedzialnym za ten problem, przywrócić wymarzoną przepustowość na objazdach wokół  inwestycji drogowych.